Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej

In Polska by OliLeave a Comment

Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej przebiega przez całą długość Kampinoskiego Parku Narodowego. My rozpoczęliśmy w Brochowie i kończyliśmy w Dziekanowie Leśnym. Cała trasa liczy niecałe 56 kilometrów, więc najwygodniej rozłożyć marsz na dwa dni. Postanowiliśmy spędzić czerwcowy weekend w bliskiej okolicy Warszawy, ale w mało warszawskich warunkach. Nocowaliśmy w namiocie, a po drodze mogliśmy obserwować wszystkie typy krajobrazu charakterystyczne dla Kampinosu: las ze starodrzewem, wydmy oraz bagna (choć mocno wyschnięte). 
Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej

Choć cały czas znajdowaliśmy się w województwie mazowieckim, zaś Puszcza Kampinoska to chyba najpopularniejsze, obok Lasu Kabackiego, miejsce spacerów dla mieszkańców stolicy, to na początek głównego szlaku puszczańskiego nie sposób dojechać transportem publicznym. Brochów jest niewielką wioską położoną w dolinie Bzury. Jej historia przyciąga turystów z całego świata. Właśnie tutaj, w renesansowym kościele pw. św. Rocha i Jana Chrzciciela, ochrzczony został Fryderyk Chopin. Cóż, może przed ponad dwustu laty, wszystkie drogi prowadziły z Żelazowej Woli do Brochowa. Obecnie dojechać tam można samochodem albo… sochaczewską kolejką wąskotorową. 

Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej. Dojazd do Brochowa

W sezonie letnim z Sochaczewa do Tułowic kursuje kolejka wąskotorowa. Monika, nasza koleżanka, która jest przewodniczką po Puszczy Kampinoskiej podpowiedziała nam, aby w ten sposób dostać się na początek szlaku. Zadzwoniłem do Stacji Muzeum, która obsługuje pociąg retro i dowiedziałem się, że możemy wysiąść z pociągu (nie byle jakiego) nawet w samym Brochowie. Musieliśmy kupić bilet normalny na całą trasę (Sochaczew-Tułowice-Sochaczew). W cenie mieliśmy zwiedzanie muzeum oraz skansenu (jak znajdę chwilę, to opiszę też samo muzeum). Jedyny minus tego rozwiązania jest taki, że kolejka rusza z Sochaczewa dopiero o 11:30, straciliśmy więc pół dnia na sam dojazd. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. W tym wypadku za 29 złotych od osoby, bo tyle wynosi cena biletu normalnego na pociąg retro.

Ze stacji Brochów niebieskim szlakiem dochodzimy do kościoła w centrum wsi. Tam rozpoczyna się czerwony Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej. Pod kościołem zaczepia nas wąsaty turysta, wyraźnie zaciekawiony sporymi plecakami. Karimaty, śpiwory i namiot znacznie zwiększyły wagę i objętność naszych bagaży. „Obiecuję wam dobrą pogodę do 21. Potem ma padać i mogą być burze” – stwierdza mężczyzna i na odchodne życzy powodzenia. Ruszamy w kierunku sklepu, aby wypić coś zimnego. Jest bardzo gorąco, słońce w zenicie i niemal bezchmurne niebo.

Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej - Brochów
Brochów! Pełna gotowość
Mapa może trochę vintage, ale przecież puszcza czterdzieści lat temu była w tym samym miejscu. Czy aby na pewno?
Na szlaku

Pierwszych pięć kilometrów i droga z Brochowa do Tułowic, to spacer przez wioski oraz wzdłuż drogi samochodowej. Tylko jeden, krótki odcinek, prowadzi przez las. W Brochowie oraz Janowie mijamy sklepy spożywcze, więc można uzupełnić zapasy. Na wejściu do Tułowic znajduje się Osada Puszczańska PTTK. Jest to jedno z nielicznych miejsc oferujących nocleg bezpośrednio na czerwonym szlaku przez Puszczę Kampinoską. Przekraczamy Kanał Łasicę i po dodatkowym kilometrze po drodze 705 wreszcie szlak czerwony prowadzi nas do lasu.

Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej: dzień pierwszy

Wilcza Góra, Kapturowa Góra, Rezerwat Czerwińskie Góry, Kozie Góry czy wreszczcie Dembskie Góry, to nie są przypadkowe nazwy. I choć przewyższenia są naturalnie sporo mniejsze niż na Głównym Szlaku Beskidzkim czy Szlaku Orlich Gniazd, to na szlaku nie było monotonii. Krótkie, intensywne podejścia to fajny trening, jeśli przygotowujemy się do górskich wypraw. Wiadomo, że w okolicach Warszawy o wysokie góry trudno, ale w zachodniej częsci Puszczy Kampinoskiej miejsc do treningów nie brakuje.

Mijamy Dąb Kobendzy – najstarsze drzewo w całym Kampinosie, pomnik przyrody, który ma około 400 lat i trzyma się całkiem nieźle. Rośnie on w obszarze ochrony ścisłej Krzywa Góra. To jeden z najdzikszych fragmentów całej Puszczy Kampinoskiej. Tam też łapie nas pierwszy, drobny deszcz. Obietnice wąsacza okazały się bez pokrycia. Po krótkiej przerwie (obok Starego Dębu jest ławka oraz pamiątkowy kamień poświęcony osobie Romana Kobendzy) ruszamy dalej.

Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej. Nocleg w puszczy

Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej nie posiada praktycznie żadnej bazy noclegowej. Nie ma żadnego schroniska w połowie dystansu. Generalnie baza noclegowa jest uboga. Dlaczego? Znaczna większość odwiedzających puszczę to mieszkańcy Warszawy (albo innych okolicznych miejscowości), którzy przyjeżdżają na jeden dzień i wracają na noc do domu. Spotkaliśmy wielu biegaczy, rowerzystów, spacerowiczów, ale nikogo, kto planował spać gdzieś w okolicy. Dodatkowo, w samej puszczy nie można nocować w namiocie. W ścisłych obszarach ochrony przyrody można przebywać tylko od świtu do zmierzchu.

Przeczesałem internet w poszukiwaniu opcji noclegowych przy szlaku czerwonym. Wyłoniły się właściwie tylko dwie opcje. Nocleg w Julinku przy Parku Rozrywki (kiedyś było tu schronisko oferujące tanie noclegi, teraz powstał ekskluzywny hotel). Niestety od czerwonego szlaku do Julinka jest kilka kilometrów. Znalazłem też informacje z 2014 i 2015 roku, że w wiosce Cisowe znajduje się prywatne pole namiotowe. Próbowałem zadzwonić pod numer telefonu, który znalazłem na jeden ze stron. Bez odbioru.

Postanowiliśmy pójść na żywioł. Namiot spakowany, więc od Cisowego będziemy się rozglądali za dogodnym miejscem na namiot. Dogodnym, czyli jakim? Przede wszystkim legalnym, nie chcieliśmy spać na dziko. Po drodze mieliśmy mijać Cisowe, Górki i wreszcie Roztokę. Liczyliśmy, że rozbijemy namiot u kogoś na podwórku albo na polu. Udało się przy pierwszej próbie.

Pole namiotowe w wiosce Cisowe już nie działa. Gospodarze przenieśli się do Warszawy. W jednej z dwóch zamieszkałych chat dostaliśmy pozwolenie na rozbicie się na działce. Była 19, w nogach mieliśmy ponad 20 kilometrów oraz zaczynało mocno padać. Szybko rozstawiliśmy namiot i zabraliśmy się za robienie kanapek. Zasypialiśmy słuchając kropel deszczu uderzających o tropik.

namiot Kampinos Cisowe
Nocleg w Puszczy Kampinoskiej
Dzień drugi, czyli rozwód na trasie

Rano ze snu wyrwał nas budzik w postaci świerszcza, który tuż przy naszych głowach rozpoczął swój koncert. Nie padało, ale namiot wymagał gruntownego suszenia. Po godzinie byliśmy gotowi do dalszego marszu. Pożegnaliśmy gospodarza, który przyszedł rano z nami pogadać i dziarsko ruszyliśmy dalej.

Na trasie spotkaliśmy rowerzystkę, która okazała się… gospodynią, u której nocowaliśmy. Zaprosiła nas ponownie i pojechała dalej. Doszliśmy do Górek, gdzie właśnie trwała msza święta. Potem przez wieś dotarliśmy do Sosny Powstańców, na konarach której w 1863 roku carscy żołnierze wieszali pojmanych powstańców.

Przez Nowe Zamczysko oraz Karpaty (super fragment szlaku) doszliśmy do Roztoki, gdzie musieliśmy się rozdzielić. Patrycja bardzo słabo się czuła i postanowiła łapać stopa do Leszna, aby wrócić do Warszawy. Ja chciałem kontynuować marsz. Do końca całej trasy zostało mi już raptem 20,3 kilometra.

Bardzo trudna końcówka

Szybko ruszam przed siebie. Jest 12:30. Obliczam, że jeśli się sprężę, to może wrócę do domu na mecz Legii z Wisłą. Narzucam sobie dość wysokie tempo. Pogoda jest coraz gorsza. Duszno, parno. Ciągle chce mi się pić. Zapas wody, który miałem na dwa dni kończy mi się kilka kilometrów przed Cmentarzem w Palmirach. Tam planowałem uzupełnić zapasy na ostatnich dziesięc kilometrów.

Niestety, w związku z pandemią COVID-19 muzeum było zamknięte. Bardzo obniżyło to moje morale. Znaczny spadek ciśnienia, brak wody i niewygodna do marszu piaskowa nawierzchnia spowodowały, że ostatnie kilometry nie miały nic wspólnego z przyjemnym spacerem po puszczy. Znałem dobrze okolicę, więc szybko przemykałem między kolejnymi punktami kontrolnymi. Odliczałem kilometry do końca.

Cmentarz wojenny we wsi Wiersze. Spoczywa tutaj 54 żołnierzy Zgrupowania AK „Kampinos”

Robiłem przerwy, aby nie wyczerpać baterii w nogach. Na szczęście miały się one znacznie lepiej niż głowa. Czułem się słabo, ale nogi automatycznie niosły. W końcu o 16:45 dotarłem do Dziekanowa Leśnego. Mój trud został nagrodzony, bowiem do 17:00 czynny był sklep na pętli. Zimna woda oraz puszka Coli w nagrodę za tych trzydzieści kilka kilometrów, które dziś przeszedłem.

Droga powrotna była znaczenie prostsza niż dojazd do Brochowa. Z pętli przy szpitalu w Dziekanowie Leśnym co pół godziny odjeżdża autobus 150 do Metra Młociny. Do domu dotarłem na drugą połowę meczu, wykończony, ale bardzo szczęśliwy, że przeszedłem cały Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej.

Główny Szlak Puszczy Kampinoskiej Dziekanów Leśny
Dziekanów Leśny – grubemu znowu się udało 🙂
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments