Blog podróżniczy. Jak nie pisać bloga z podróży?

Na blogu przyzwyczaiłem Was do publikowania opisów miejsc naszym zdaniem ciekawych i godnych polecenia, rzadziej relacji z trasy autostopowej albo wpisu o naszych „szalonych przygodach”. Statystyki donoszą mi jednak, że to wpis numer 100 na gdzie indziej, więc z okazji małego jubileuszu pozwolę sobie na nieco bardziej frywolny i osobisty tekst. Dlaczego powstał ten blog podróżniczy?

blog podróżniczy Sri Lanka

Blog podróżniczy: gdzie indziej

Dlaczego stworzyłem bloga? Kilka lat temu przeprowadziłem się do Krakowa i uznałem, że zacznę opisywać życie warszawiaka, kibica Legii gdzie indziej, czyli w stolicy Małopolski. Nie chciało mi się każdemu z osobna opowiadać, co u mnie, kiedy wracam i czy serio nowi znajomi wychodzą na pole. Zapału starczyło mi na kilka tygodni, powstało ledwie parę tekstów. Był 2013 rok, a ja myślałem, że najdalszą podróż mam już za sobą…

W 2013 roku byłem w Indiach. Bilety lotnicze wygrałem, pieniędzy na podróż nie udało się odłożyć. Było więc trochę fajnie, trochę strasznie. Swoje przeżycia notowałem w zeszycie. Przez trzy tygodnie, potem mi się znudziło. „Gdybym tak miał ze sobą lekkiego laptopa” – marzyłem.

Pierwsze teksty były tak słabe, że dwa lata temu postanowiłem je usunąć. Zostawiłem dwa. Credo założycielskie nowego gdzie indziej, czyli tekst o Bernardzie Lamie i podróżach, a także ten o kamienicy przy Wilczej 30 i historii mojej rodziny. (ten pierwszy tekst też raczej próby czasu nie przetrwał)

Zacząłem spisywać wspomnienia z Indii i napisałem ledwie kilka tekstów. Przyjęcie ze strony czytelników było dość ciepłe, ale i moje życie w Krakowie do najnudniejszych nie należało. W końcu porzuciłem marzenia o zostaniu poczytnym blogerem podróżniczym. Zresztą, blogowanie gabinetowe (czyli pisanie z domu) uznawałem za coś nudnego.

Blog podróżniczy: Camino de Santiago

Moje życie osobiste potoczyło się w taki sposób, że w 2015 roku spakowałem plecak i ruszyłem przed siebie. To była najbardziej osobista podróż, którą odbyłem. Piesze przejście z Polski do Hiszpanii, cztery miesiące samotnego marszu przez Europę. Zostałem napadnięty w Wylatowie. Napastnik przystawił mi do twarzy nóż i powiedział, że mnie zabije.  Czułem, bardzo mocno czułem wtedy, że chcę żyć, spełniać marzenia i jeśli tylko przeżyję, to nic mnie nie powstrzyma. Kontynuowałem pielgrzymkę i pod koniec września dotarłem do celu.

O swoich przygodach wolałem opowiadać niż pisać. Zdania nie składały się w całość, miałem wrażenie, że brzmi to zbyt tandetnie, ckliwie. Nie umiałem napisać tego w taki sposób, w jaki chciałbym, żeby zostało to napisane. Opowiadałem. W telewizji i w audycjach radiowych. Miałem serie spotkań w różnych miastach, podczas których poznałem niesamowitych ludzi. Jeden z mężczyzn zainspirowany moją opowieścią postanowił również wyruszyć w podróż. Był warszawskim bezdomnym. Na rowerze pojechał do Santiago, a później dotarł do Afryki. Wcześniej znalazł sponsora, który podarował mu rower. To była dla mnie lekcja, że powinienem dzielić się tym, co dla mnie wartościowe. W ten sposób mogę komuś pomóc.

Pielgrzymka do Santiago oraz seria prelekcji podróżniczych, które odbyłem pozwoliła zbudować pewną społeczność skupioną wokół bloga gdzie indziej. Moje teksty stopniowo zdobywały pozycję w wyszukiwarce Google, choć ja sam o SEO nie miałem wtedy pojęcia. Mój blog podróżniczy dotyczył jednak głównie drogi świętego Jakuba, więc nie miał szans trafić do masowego odbiorcy.

Blog podróżniczy: podróż poślubna – przygotowania

Gdy zdecydowaliśmy się z Patrycją, że po ślubie na kilka miesięcy wyjedziemy z Polski, żeby zwiedzać świat uznałem, że warto byłoby pisać z drogi. Przyszła (wtedy) żona zajęła się oprawą graficzną strony. Przenieśliśmy bloga z archaicznego blogspota na dającego wiele większe możliwości wordpressa. A ja sam zabrałem się za zgłębianie wiedzy tajemnej, jaką było dla mnie SEO (czyli w skrócie: jak pisać, aby google wyświetlał teksty w wyszukiwarce). Jednym z pierwszych naszych wspólnych wydatków był lekki laptop, który daje możliwość obrabiania zdjęć i prowadzenia bloga. Opisaliśmy nasze wątpliwości przed wyjazdem (takie jak wymiana paszportu tuż przed podróżą), poruszyliśmy kwestię pakowania plecaka oraz finansowego zaplecza wyprawy. Dzięki aktywności czytelników teksty dotarły do ponad tysiąca osób. Niewiele? Powiecie, że tak. Ja cieszyłem się, że tyle osób udało się zainteresować naszym pomysłem na wspólne życie. Co więcej, wpisy te są ciągle w czołówce tych, na które trafiają osoby odwiedzające bloga.

Blog podróżniczy: blogowanie z podróży

I wreszcie ślub, ostatnie spotkania z przyjaciółmi i rodziną, pakowanie plecaka i ruszamy! W nowe, wspólne życie, ku przygodzie i z ambitnym projektem: gdzie indziej – blog podróżniczy. Docieramy do Sydney. W ciągu dnia zwiedzamy, a ja budzę się rano, aby coś napisać. Tekst z Pekinu, codzienność w Sydney, Dzień Australii. Robimy dziesiątki zdjęć, które potem Patrycja obrabia przed snem. I już widzimy, że nie tego szukaliśmy. Ale, żebyśmy oboje powiedzieli to głośno i się ze sobą zgodzili, musiało minąć wiele czasu…

Noclegi w Chinach
Hotel w Chengdu. W takich warunkach można pracować!

Staraliśmy się w miarę rzetelnie prowadzić wszelkie media społecznościowe. Co wieczór pojawiała się rozmowa:

– Ej Patka, weź coś wrzuć na insta, obrób zdjęcie

– Obrobiłam już 100 z wczoraj. Nie chce mi się, Ty zrób.

– Ja piszę już na fejsa. A jeszcze MUSZĘ na bloga.

Ja przedwczoraj ściszałam telewizor…

Blog podróżniczy: Chiny

Spokój ducha osiągnęliśmy w Chinach, wreszcie zapaliła się lampka. Ja kurwa nic nie muszę. Jesteśmy w długiej podróży. Odwiedzamy piękne miejsca, poznajemy ciekawych ludzi, cieszmy się tym. Nie patrzmy na świat jak na miejsce, które potem musimy opisać. Chyba coś Ci się Śledziecki kolejność pojebała.

I uwierzcie mi, nigdzie nie blogowało mi się lepiej niż w Chinach i o Chinach. Pisałem wtedy, kiedy miałem czas i ochotę (na przykład w pociągach): teksty poradnikowe z domieszką naszych odczuć, ale też teksty z pogranicza podróżniczego lifestyle’u. Dobra, żartowałem. Nie pojebało mnie i żadnego lifestyle’u na tym blogu nie będzie. A uwierzcie mi dla niektórych blog podróżniczy powinien mieć zakładkę: lifestyle. Ja starałem się tworzyć takie wpisy, które sam chciałbym przeczytać.

blog podróżniczy Chiny
W Chinach na nowo odzyskałem radość z pisania

Chiny z powodu komunikacyjnej niedostępności i przez to pewnej tajemniczości nie są dobrze opisane w polskiej blogosferze. Uznałem, że to może jest miejsce dla nas. A gdy jeszcze muszę zmieniło się w chcę, to zrobiło się jakoś lżej. Seria tekstów z Chin, to moim skromnym zdaniem, najprzyjemniejsze teksty, które napisałem. Rzućcie zresztą okiem na wpis poświęcony Terakotowej Armii. Dobra, a teraz koniec samozachwytów (sorry musiałem), przechodzimy do konkretów.

Jak nie prowadzić bloga podróżniczego?

Aby prowadzić dobrego bloga z podróży trzeba pisać często i regularnie. Chyba. Nie wiem, bo nigdy mi się to nie udało. Zacząłem obserwować różnych innych podróżników-turystów, żeby się czegoś nauczyć. I co? Widziałem głównie teksty napisane pod SEO (gdy wie się, na czym to polega, serio potrafi to odebrać przyjemność z czytania), nudne i sztampowe. I oczywiście warto pisać teksty, które google będzie promował, ale nie za wszelką cenę. Gdy częstotliwość pojawiania się frazy kluczowej jest większa niż reszta treści w tekście, to ktoś chyba nie zrozumiał, na czym polega pisanie.

Niestaranność, błędy interpunkcyjne (choć wiem, że sam takie popełniam), ortograficzne czy składniowe – spośród tego czytelnik musi wyłuskać coś interesującego. Dodatkowo kalki z języka angielskiego i wreszcie brak osobistych wrażeń. Zamiast tego suche informacje, które znajdziemy w przewodniku. Drodzy piszący, noblesse oblige, jeśli już musicie prowadzić bloga, to warto mieć coś do powiedzenia. Co więc zostaje? Przepraszam za wyrażenie: spuszczanie się nad własną zajebistością. Zdjęcia z mega wypasionej lustrzanki, drona, kamery, znaczki nadgryzionego jabłuszka i krokodyla oraz podpis: jesteśmy podróżnikami.

Oczywiście mocno tutaj generalizuję i trafialiśmy też na blogi niezłe, dobre lub bardzo dobre (w naszym odczuciu). Są blogi różne, niektóre osobiste, gdzie nie ma prawie w ogóle miejsc z pocztówek, inne skupiają się na rankingach: 10 miejsc, które musisz zobaczyć w Łowiczu albo 5 najpiękniejszych wodospadów w województwie lubuskim. Jeden z autorów przekonywał mnie parę miesięcy temu, że jego wpis o 10 atrakcjach Bangkoku jest niezbędny ludzkości (lubię hiperbole). Cóż, takich tekstów jest jakiś milion, sam opisałem nasz czas w Bangkoku, ale nie uważam, że dla kogokolwiek to lektura obowiązkowa.

Przez siedem miesięcy naszej drogi wciąż szukamy jednak informacji na innych blogach. Dlaczego? Bo często osobiste odczucia są bardziej szczerze niż lakoniczna notatka w przewodniku. Gdy już odfiltrowaliśmy te blogi, których czytanie wyraźnie boli i wiemy, czego unikać, to jest szybko i wygodnie. Zapotrzebowanie na blogi podróżnicze ciągle jest, ale postanowiłem się zastanowić nad własną pracą. I pojawiło się pytanie: czy ja też piszę tak źle?

Blog podróżniczy: Czytelnicy

Jesteśmy w podróży siedem miesięcy. Na blogu są teksty z Camino, wyprawy do Indii w 2013 roku, Karpat Ukraińskich czy Białorusi. W tym roku napisałem kilkadziesiąt nowych: Australia, Indonezja, Malezja, Tajlandia, Kambodża, Wietnam, Chiny. Niezależnie czy z zakładką w głowie chcę czy muszę, ale pisałem. I wkurzałem się, że mało osób czyta. Facebook zmienił jakiś czas temu politykę wyświetlania postów i zasięgi organiczne (czyli takie bezpłatne) ściął do minimum. I  choć naszą stronę lubi 1750 osób, to gdy wrzucam posta, wyświetla się on dwustu. Lepiej działa to na twitterze, który generuje lwią część wejść na bloga. Wszystkim, którzy te teksty czytają i udostępniają należą się wielkie podziękowania.

Dla kogo piszę? To pytanie trzeba sobie zadać, aby właściwie podejść do ewentualnej analizy statystyk. Ja piszę dla rodziny i znajomych (wciąż) oraz osób, które planują podróż podobną do naszej. Stąd świadomy podział na teksty praktyczne oraz tzw. mięso z podróży. Chciałem też, aby ten blog niósł za sobą jakąś wartość poza podkreślaniem, jak mamy fajnie, staram się więc poruszać tematy społeczne czy dotyczące kwestii etycznych w podróży. Oczywiście z pełną świadomością, że po dwutygodniowym pobycie w Laosie gówno wiem o tym, z jakimi problemami borykają się tam ludzie.

Wydaje mi się, że gdzie indziej broni się jakościowo. To znaczy, osoby, które na bloga już wejdą, to często wracają i czytają kolejne wpisy. Wiem, że ich temat jest dla niektórych czasem nieatrakcyjny. Wodospad sprawia większą frajdę, gdy samemu się na niego patrzy (słyszy szum wody, czuje przyjemną bryzę), niż gdy grubas w koszulce Legii opisuje tłum Chińczyków na tarasie widokowym. Dlatego teraz będzie więcej tekstów takich jak ten. Czyli jakich?

Przyszłość gdzie indziej

Jest chyba tylko jedna osoba, która przeczytała relację z naszej podróży jednym ciągiem. Filipowi zajęło to siedem godzin. Poprosiłem go o opinię i stwierdził, że woli wpisy przygodowe, w których coś się dzieje. Na przykład ten z Hau Thao w Wietnamie. Cóż, z przykrością przyznajemy, że nie zawsze dzieje się u nas wiele. Jesteśmy turystami, którzy po prostu bardzo długo pozostają poza domem i mają z tego wielką frajdę. Czy da się o tym pisać sensacyjne teksty?

Da się. I wiele osób tak robi. Przedstawia wakacje w Kambodży czy Laosie niemalże jak wyprawę w Himalaje czy na księżyc. Dzikość i egzotyka. Jest nawet pojęcie, które dobrze oddaje taki styl pisania: hugobaderyzm. My staramy się pokazać, że podróż, nawet ta długa jest możliwa dla wielu osób (choć nie na pewno nie dla każdego), wymaga to jedynie poczynienia pewnych przygotowań oraz odrobiny rozsądku.

Na gdzie indziej będą się pojawiały dwa typy tekstów: poradnikowe (dla osób, które planują wizytę w danym miejscu/kraju) oraz nasze refleksje z długiej podróży. Siedem miesięcy za nami, możemy już napisać, gdzie popełniliśmy błędy, co byśmy zrobili inaczej. Mamy także sporo przemyśleń dotyczących życia w drodze, minimalizmu w podróży (ostatnio spakowaliśmy się na lot w dwa bagaże po 7 kilogramów) czy etyki w podróży. I na takie teksty traficie na blogu w najbliższym czasie. Oczywiście nadrobimy zaległości z Laosu. Teraz jesteśmy na Sri Lance, przed nami Indie. Opisów przygód nie zabraknie.

Prośba do czytelników

Aby blog się rozwijał i pozyskiwał nowych odbiorców, to wcześniej musi jakoś do nich dotrzeć. Jeśli podobał Wam się ten tekst albo czytacie tego bloga regularnie i uważacie, że jest ciekawy, to udostępnijcie ten wpis w Waszych mediach społecznościowych. Jeśli zaś uważacie inaczej, z czymś się nie zgadzacie lub sądzicie, że przynudzam, to napiszcie mi to wprost. Najlepiej pod tym tekstem. Chciałbym pisać tak, aby spełnić Wasze wymagania.

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

10
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
AgnitzMarcinOliKatarzyna Suwalskasjaco Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jodyna
Gość
jodyna

Ale fajny wpis!
Zaglądam do Was w miarę często, choć nieregularnie. Ale wydaje mi się, że zauważyłam ten moment cezury między „muszę” a „chcę” na bloga. Te „musowe” teksty są czasem sztywne, czasem jest w nich coś takiego (nie wiem jak to nazwać) trochę nieautentycznego. A ten wpis wg mnie jest turbo autentyczny. I takich Was chcę! 🙂

Asia
Gość

Mamy podobne przemyślenia ale jesteśmy też prawie tyle samo w podróży więc może to kolejny etap drogi.My po trzech wpisach przestaliśmy. Blog leży odłogiem. SEO w połowie na czerwono. Po pierwsze. Social media. Zaczeło nas męczyć ciągle zrób jeszcze raz tą fotkę bo trochę chujo..a. Każdy wpis to czas, który można spędzić inaczej niż w necie, zwłaszcza, że jest fb, instagram, Twitter etc. Na jednych jest ważna treść na innych zdjecie z opisem. Można zwariować. My w Wietnamie wyluzowalismy. Dalej moim ulubionym medium jest instagram na którym za pomocą zdjecia z opisem można pokazać trochę świata. Widzę,że wiecej polubień mają… Czytaj więcej »

sjaco
Gość

fajny wpis. bardzo bliskie mi jest to, co piszesz o zmaganiu się z tym całym blogowaniem w podróży, szukaniem, gdzie kończy się „chcę” a zaczyna „muszę”. w swojej podróży i ze swoim blogiem też miałem taki moment, gdy doszło do mnie, że kurwa, chyba mnie popierdoliło – podróż życia, wokół cały świat, ludzie, widoki, a ja myślę w kategoriach, jak to ubrać we wpis. a potem siedzenie, walka z komputerem, obrabianie zdjęć, montowanie filmów. i przez to jesteś trochę tu, gdzie to piszesz, a trochę tam, gdzie ci, do których to piszesz. czyli de facto jesteś nigdzie. i jak już… Czytaj więcej »

Katarzyna Suwalska
Gość

Lubię takie wpisy, w których widać podróż autora bloga od początków do teraz, bardzo przyjemnie czytało mi się ten wpis 🙂 Pozdrawiam!

Marcin
Gość

Ciekawe wnioski zwłaszcza jeśli chodzi o blogosfere. My zapraszamy do siebie http://www.stacjabalkany.pl

Agnitz
Gość
Agnitz

Piszecie fajnie i o fajnych miejscach:) mnie się podoba. I faktycznie Chiny, dzięki Waszym wpisom nawet mnie zaintrygowały. Do tej pory byłam zdecydowanie na nie. I chciałam jeszcze napisać, że Piątka też pisze bardzo fajnie, więc czasem obrabiaj te zdjęcia za Nią 😉