Podróżowanie po Chinach: dwie poważne bariery do pokonania

Ani się obejrzeliśmy, a już jedna trzecia pobytu w Chinach za nami. Jest to trudny kraj do podróżowania, bo właściwie wszystko tutaj jest bardziej wymagające niż w innych państwach azjatyckich. Dlaczego? Wynika to z ogromnej bariery komunikacyjnej, z którą spotykamy się niemal na każdym kroku. A jeśli już uda się ją pokonać, to wyrasta druga, chyba nawet poważniejsza, bariera kulturowa. Podróżowanie po Chinach potrafi mocno dać w kość, ale wciąż tych pozytywnych wydarzeń jest znacznie więcej.

podróżowanie po Chinach
Patrycja kupuje jedzenie w Fenghuang

Podróżowanie po Chinach byłoby znacznie prostsze gdyby mieszkańcy Państwa Środka mówili po angielsku. Nie mają jednak takiej potrzeby. I ja ich nawet rozumiem. W ostatnich dniach odwiedziliśmy kilka wielkich atrakcji turystycznych. Park Narodowy Zhangjiajie, Tianmen Mountain czy urokliwe miasto Fenghuang. Spotkaliśmy może z pięćdziesiąt osób spoza Chin. I kilka(naście?) tysięcy Chińczyków. Angielskojęzyczne komunikaty (jeśli w ogóle się pojawiają) często są przetłumaczone translatorem i trudno je zrozumieć. Język chiński jest używany przez 99% turystów. Czy warto dla jednego procenta (i to chyba też zawyżony szacunek) w ogóle się starać? Na ilu turystów spoza Chin trafia sprzedawca biletów czy osoba w punkcie informacyjnym? Jedną, dwie w ciągu tygodnia? Ja w swojej pracy w Warszawie częściej spotykałem Chińczyków.

Podróżowanie po Chinach
Znajdź białasa

W tekście tym opisuję problemy, z którymi się borykamy. Nie chciałbym, abyście w trakcie lektury odnieśli wrażenie, że podróżowanie po Chinach to same komplikacje, zaś mieszkańcy Państwa Środka są nieżyczliwi. Znaczna większość nam pomaga i stara się nas ugościć.


Podróżowanie po Chinach: bankomaty

Czasem się wkurzam, że nawet takie słowa jak toilet czy atm nic nie znaczą dla spotykanych osób, ale takie są uroki podróży po Chinach. Powoli zaczynam to rozumieć. Jeśli już jesteśmy przy bankomatach, to natrafiliśmy na inną komplikację. W wielu miastach najpopularniejszym bankiem jest lokalny bank wiejski (nazwa miejscowości rural bank). Na starcie trzeba wpisać kod PIN, który składa się z sześciu znaków. I choć na bankomacie widnieje logo Mastercard czy Visa, to nie da się wypłacić pieniędzy. Jeśli jednak już uda się znaleźć odpowiedni bank, to nie jest pobierana od nas żadna prowizja. Mała rzecz, a cieszy.

Translator za przewodnika

Jak już wspominałem w poprzednich tekstach głównym narzędziem do komunikacji jest dla nas translator. Niesie to jednak za sobą pewne pułapki. Gdy pokazujemy wyświetlone na ekranie telefonu zdanie, to część Chińczyków odpowiada nam w swoim języku. Skoro umiemy napisać, to pewnie też zrozumiemy, co mówią. Na szczęście, część osób, głównie te, które miały wcześniej kontakt z obcokrajowcami, chętnie sięga po własny telefon i wyświetla nam komunikaty po angielsku. Tak zamawiamy posiłki, kupujemy bilety na dworcu czy porozumiewamy się z kierowcami, gdy jedziemy autostopem.

Podróżowanie po Chinach
W Guilin spotkaliśmy dwie dziewczyny z torbami płóciennymi. Napisy w znajomym języku.

Podróżowanie po Chinach: transport i bariera kulturowa

Przez Chiny podróżujemy stylem łączonym. Zaczęliśmy autostopem, przemieszczaliśmy się, ale powoli. Z kilku powodów. Pierwszy, dość oczywisty, jest taki, że jest to ogromny kraj i podróżowanie po Chinach w ten sposób zajmuje sporo czasu. Jednak na to byliśmy gotowi. Inny problem, to fakt, że Chińczycy nie rozumieją idei autostopu. Przynajmniej znaczna większość z nich. Staliśmy przy drodze i tłumaczyliśmy kierowcom, że chcemy gdzieś jechać za darmo. Miało to walor edukacyjny, ale niestety nie przesuwało nas w kierunku celu. Niektórzy, najbardziej wytrwali, spędzali z pół godziny przekonując nas (a rozmowa za pomocą translatora nie jest płynna), że nikt nas nie weźmie, nikt tam na pewno nie jedzie, on nas może zabrać na dworzec do miasta albo zawieźć na miejsce za niebotyczną kwotę.

Zdarzyło mi się w dość zdecydowany sposób prosić osobę, która chciała nam przecież pomóc, aby sobie wreszcie odjechała, bo przeszkadza nam w łapaniu stopa. A on po prostu nie rozumiał, co my tutaj robimy.

Bariera kulturowa: przykład

Raz kierowca zadzwonił do swojego znajomego, który mówił po angielsku i podał mnie do telefonu. Przybliżony zapis tej rozmowy odda chyba najlepiej ścianę, w którą waliliśmy głową.

– Chcecie jechać do Huaihua. To bardzo daleko.

– Tak. Chcemy tam jechać.

– Najlepiej będzie, jeśli weźmiecie pociąg.

– Ale pociąg jest dopiero po północy i kosztuje sporo pieniędzy. Nie mamy pieniędzy.

– Skoro nie macie pieniędzy, to możecie iść do bankomatu albo wymienić dolary.

– Mamy pieniądze, ale nie chcemy ich wydawać na transport. Prosimy kierowców o darmowe podwiezienie.

– Ale tak się nie da.

– Da się, dojechaliśmy tak z granicy do Nanning oraz z Nanning tutaj.

– Skoro nie chcecie pociągu, to możecie wziąć autobus…

Oczywiście po chwili ktoś nas zabierał i jechaliśmy dalej. Koniec końców jednak i tak lądowaliśmy w autobusie. Dwa razy zdarzyło się, że osoby, które nas podwoziły, wysadzały nas na dworcu. Za swój obowiązek uważały też doprowadzenie nas pod drzwi autobusu i ustalenie z kierowcą, gdzie ma nas dowieźć. Niestety, autobusy są droższe niż pociągi, więc w sumie oszczędność wychodziła z tego niewielka.

Podróżowanie po Chinach: pociągi

Pociągi w Chinach kosztują mniej niż autobusy. Przemieszczają się szybko, nie stoją w miejskich korkach, łatwiej sprawdzić, na który dworzec zostaniemy dostarczeni. Jeżdżą też na długich trasach, więc można zrobić szybki skok na sporą odległość. Testowaliśmy szybki pociąg z Sanjiang do Guilin (250 km/h pędził), a słowa te piszę w pociągu dalekobieżnym z Zhangjiajie do Xiangyang (już znacznie wolniejszym). Warunki są dobre. Z głośników leci ciągle muzyka relaksacyjna.

Oczywiście nie obeszło się bez przygód. Wejście do hali odjazdów poprzedzone jest kontrolą bagażu, zaś obostrzenia przypominają te na lotniskach. Tak straciliśmy scyzoryk, który służył nam jako nóż, nożyczki, otwieracz czy śrubokręt. Po kilku przejazdach widzimy, że szczegółowość kontroli zależy od dworca i obsługi. Ale warto wiedzieć, że może być przypał.

Podróżowanie po Chinach
W drodze do Guilin

Zabawnie też wyglądał zakup biletu na pociąg dalekobieżny. Stawiliśmy się na dworcu, odstaliśmy swoje w kolejce i pokazaliśmy chiński komunikat: cel podróży, data, godzina, dwa bilety, twarde siedzenia. Odpowiedź: NO! Nic więcej. NO! Pani macha głową, wydukała jeszcze: tomorrow. I tyle. Mamy spadać.

Próbujemy dzień później. Ten sam dworzec, ta sama pani, ten sam komunikat. Dostajemy bilety, z przesiadką, bo na pociąg bezpośredni wyprzedane. Miło i przyjemnie. Tylko, co się działo dzień wcześniej?

Rozkład pociągów można sprawdzić tutaj.

Podróżowanie po Chinach: wszystkiemu winny Konfucjusz?

Nie chcę tutaj bardzo generalizować i z góry zaznaczam, że są to moje luźne obserwacje po raptem dziesięciu dniach w Chinach, ale wydaje mi się, że Chińczycy mogą mieć problem z wychodzeniem poza schematy i reagowaniem w sytuacjach dla nich nowych.

  • Jeśli nagle pojawia się turysta, który chce jechać za darmo, to w ich świecie jawi się to jako anomalia.
  • W podróży nie masz celu i chcesz jechać tylko przed siebie? Zjawisko podróży bezcelowej to chyba zbyt wiele.
  • Przeszedłeś kilka kilometrów z plecakiem zamiast podjechać autobusem. Szaleństwo.
  • Podchodzisz do strażnika w budce i chcesz zostawić tam na godzinę plecak. Nie da się.
  • Chcesz porozumieć się za pomocą gestów? Nie.

Czytam obecnie książkę Colina Thubrona Za murem i znalazłem tam zdanie, które dobrze oddaje moje przeczucia. Tak samo czuł się w Chinach Thubron:

[…] konfucjańskie przekonanie o nadrzędnym ładzie kosmicznym wciąż przenikało całą kulturę, przez co ludzie z głęboką nieufnością odnosili się do wszystkiego, co nowe i różnorodne.

Podróżowanie po Chinach: etykieta

I na koniec jedna rzecz, do której trzeba się przyzwyczaić. Zachowanie Chińczyków jest zupełnie inne niż do, do którego przywykliśmy. I nie chodzi tutaj tylko o zwyczaje panujące w Europie. Tu jest inaczej niż w całej reszcie znanych nam krajów azjatyckich. Głośne bekanie, puszczanie bąków czy charczenie i spluwanie jest na porządku dziennym. I nie da się tego nie widzieć i nie słyszeć.

podróżowanie po Chinach ; Fenghuang
Fenghuang: schronienie w świątyni

Drugą kwestią jest to, że jesteśmy pod ciągłą obserwacją. Ludzie po prostu przystają i się patrzą. Wzrok ten jest inny niż ten, z którym spotykaliśmy się w Indonezji. Nie jest to tylko przyjazne zdziwienie, ale coś innego, jakby wpatrywali się w kosmitę. Kogoś, kto nie miał prawa się tu przytrafić, nie miał prawa się wydarzyć. Z tym jednak już powoli się oswajamy.

Trudniej pogodzić się z tym, że niektórzy Chińczycy przed nami uciekają albo reagują dość agresywnie, gdy chcemy do nich podejść i poprosić o pomoc. I często dotyczy to osób, które zatrudnione są po to, aby pomagać turystom. Z takim zachowaniem spotkaliśmy się na przykład w Zhangjiajie Forest Park. Podróżowanie po Chinach to codzienne zachwyty nad architekturą czy niesamowitą przyrodą, ale też spora praca dla naszej głowy. Trzeba wyzbyć się dotychczasowych podróżniczych przyzwyczajeń.

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Podróżowanie po Chinach: dwie poważne bariery do pokonania"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
filpac
Gość

Taki trochę wpis na fochy…