Czekając na Mundial. Wizyta na meczu ligi kambodżańskiej

Jednym z celów naszej podróży poślubnej miał być Mundial w Rosji. Pomysły były dwa: oglądamy turniej w telewizji, gdzieś nad Bajkałem albo zdobywamy bilety na mecz Polaków i na żywo dopingujemy biało-czerwonych. W miarę podróżowania rozsmakowaliśmy się w życiu w drodze i uznaliśmy, że przedłużamy przygodę w Azji i Rosję odpuszczamy. Wiemy już, że Mundial obejrzymy w Wietnamie. Aby zasmakować piłkarskich emocji na żywo wybraliśmy się na mecz ligi kambodżańskiej: Western Phnom Penh zmierzyło się z Electricite du Cambodge FC.

Po zwiedzeniu Angkor Wat dotarliśmy do Phnom Penh i mieliśmy kilka dni na szwendanie się po mieście. Sprawdziłem terminarz ligi kambodżańskiej (Metfone C-League) i okazało się, że na niedzielę zaplanowano dwa mecze. Dodatkowo oba spotkania to derby. Trochę obawiałem się, czy uda się dostać bilety, w końcu na mecze z rywalem zza miedzy często przyciągają tłumy na stadiony. Później dowiedzieliśmy się, że w Kambodży rozgrywane są głównie mecze derbowe. Na 12 zespołów najwyższej klasy rozgrywkowej aż 7 klubów ma swoją siedzibę w stolicy. Jeśli dodamy do tego dwie ekipy ze Siem Reap, to prosta kalkulacja pokaże, że tylko trzy zespoły w Metfone C-League nie mają rywala w swoim mieście.

Ile stadionów może być w Phnom Penh?

I choć powiedzieliśmy kierowcy tuk tuka, że chcemy dotrzeć na stadion zachodni, to zawiózł nas na olimpijski. Stadion to przecież stadion, a ten jest znany każdemu. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że kierowca nie rozumiał ani słowa po angielsku.

Stadion Olimpijski został zbudowany w latach 1963–64. W roku 1966 gościł igrzyska azjatyckie. Był to wielki projekt ówczesnego króla – Sihanouka, który zbudował cały kompleks sportowy bez pomocy zagranicznej. Obecnie swoje mecze rozgrywa tutaj reprezentacja piłkarska Kambodży oraz dwa kluby z pierwszej ligi.  Mieszkańcy Phnom Penh przychodzą tu pobiegać na bieżni, są też korty, siłownia, boiska do siatkówki, basen czy hala sportowa. Podobno to tutaj Czerwoni Khmerzy po zdobyciu Phnom Penh rozstrzelali dotychczas sprawujący władzę rząd Lon Nola.

Phnom Penh, stadion olimpijski
Stadion olimpijski w Phnom Penh.

My odbiliśmy się od bramy. Ochroniarz zaczął coś pokazywać kierowcy, ten ruszył gdzie indziej szukać wielkiego futbolu. Niestety, sam nie miał pojęcia gdzie on się znajduje. My zaś, przekonani, że skoro wcześniej wysyłałem mu na messengerze adresy stadionów, to ten będzie miał to opracowane, nie zaznaczyliśmy odpowiedniej lokalizacji. W trybie offline skorzystałem z aplikacji Maps.me i znalazłem jakieś boiska w zachodniej części miasta. Trochę kierowcy zajęło ogarnięcie GPS-a, ale w końcu dojechaliśmy. I znów klops. Dawno powinien zabrzmieć pierwszy gwizdek, a mimo to na miejscu dość pusto. Spotkaliśmy jednak mężczyznę, który pokierował nas na odpowiedni stadion. Spóźnieni o pół godziny dotarliśmy na mecz.

Senna atmosfera w Phnom Penh

Bilet na to widowisko kosztował dolara. Przy kasie rozdają napoje izotoniczne, więc w sumie wychodzi na zero. Podchodzę do stolika sędziowskiego, aby sprawdzić, jaki jest wynik. Ochroniarz przegania mnie i mówi, że tutaj nie wolno siadać. Atmosfera przypomina nieco spotkania ligi halowej, w której gram w Warszawie. Może nieco więcej osób na trybunach. Ustalamy, że gospodarze graja w czarnych strojach. Po jakimś czasie jednak wkrada się niepewność, bowiem kibice dopingują raczej czerwonych. Podchodzę do grupy młodych ludzi i pytam, o co chodzi. „Western Phnom Penh nie ma kibiców, my jesteśmy za Electricite, jak wszyscy tutaj”. I faktycznie, padające w drugiej połowie bramki wzbudzają euforię, zaś zmarnowane sytuacje gospodarzy radość. Polak mieszkający w Kambodży zdradził mi potem, że „kibiców” drużyna Electricite du Cambodge może mieć wielu, bowiem prawie każdy w tym kraju dostaje od nich wysokie rachunki za prąd.

Futbol w Phnom Penh.
Malowniczo położony obiekt Western Phnom Penh.

Dopiero po powrocie do hostelu sprawdziłem, że mieliśmy okazję obserwować dwa absolutnie najsłabsze zespoły Metfone C-League. Był to mecz szóstej kolejki ligowej, a obie drużyny miały przed tym meczem w sumie 0 punktów. Dla Elektryków było to przełamanie, bowiem następnie zremisowali z liderem. Po ośmiu kolejkach mają zawrotne 4 punkty i są na miejscu… przedostatnim. Western Phnom Penh dzielnie bowiem unika wygrywania i dalej szczyci się mianem drużyny zawsze pokonanej.

futbol w phnom penh
Sędzia pilnuje linii spalonego…

Gospodarze ku uciesze publiczności przegrali 0:2. Miłośnicy piłki nożnej obie bramki mogą zobaczyć na filmach poniżej.

Nieudane poszukiwania

Sprawdziliśmy, że drugi mecz, który sobie zaplanowaliśmy, czyli spotkanie derbowe (!) Phnom Penh Crown z Police Commissary FC rozegrane zostanie na stadionie olimpijskim. Gdy tam dojechaliśmy, to okazało się, że znów nic z tego. Nie chciało nam się szukać właściwego stadionu i zabraliśmy się za zwiedzanie największego obiektu w Phnom Penh. Żeby było zabawniej, to na stadionie Crown PP tego dnia już byliśmy, lecz parę godzin za wcześnie. Informacje, które znaleźliśmy w internecie okazały się błędne, cóż po raz kolejny płacimy za nieznajomość khmerskiego.

Phnom Penh, stadion olimpijski
Niestety tego dnia żaden mecz na stadionie olimpijskim się nie odbywał.

Futbol w Phnom Penh, czy warto?

Niewielu kibiców, brak dopingu, mizerny poziom piłkarski. Cóż, nie będę się upierał, że był to najlepszy mecz, na jakim byłem w życiu. Na pewno jednak było to ciekawe doświadczenie. Siedzieliśmy niemalże na ławce rezerwowych gości, widzieliśmy jak nabijają się oni ze swojego kolegi, który pojawił się na boisku po przerwie. Rzadko też się zdarza, że gospodarze nie mają żadnych kibiców i są w mniejszości na własnym stadionie. Gdy przed laty trafiłem na mecz piłkarski w Indiach, to na trybunach było 35 tysięcy osób. Być może pełen stadion i żywiołowa publiczność przykryłyby nieudolność graczy. A tak, to spędziliśmy bardzo fajnie kilka godzin, głównie włócząc się pomiędzy stadionami, przy okazji obejrzeliśmy mecz na poziomie tego z wstępnej rundy Pucharu Polski, w którym miałem przyjemność wystąpić. Tam chociaż kibice stanęli na wysokości zadania.

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
filpac Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
filpac
Gość
filpac

A tyle się słyszy, że w Kambodży nie ma już słabych drużyn…