Kierowca tuk tuka

Z kierowcami tuk tuków oraz taksówkarzami w Azji mam pewien problem. Zazwyczaj zaczynają negocjacje od kwoty sporo wyższej niż ta, którą zapłaci lokals. Powiedzmy, że cena bazowa to pięć złotych, propozycja kierowcy może wynosić pięćdziesiąt. Zejdzie pewnie do dziesięciu, ale rzadko mnie przekona, nie lubię, gdy ktoś traktuje mnie jak debila. Spotkaliśmy jednak na swojej drodze osobę, która nieco zmieniła moje zdaniem o tym, kim jest kierowca tuk tuka.

kierowca tuk tuka

Gdy wjeżdżaliśmy do Battambang czuliśmy zmęczenie. Za nami była długa droga z Chiang Mai na granicę z Kambodżą. Tam lokalna mafia transportowa zmusiła nas do zapłacenia horrendalnej kwoty za autobus. Marzyliśmy tylko o prysznicu, łóżku i odpoczynku. W Azji większość dworców autobusowych znajduje się na przedmieściach, więc zawsze trzeba jeszcze przemieścić się na miejsce noclegu. Czasem do miasta kursuje autobus, częściej skazani jesteśmy na wzięcie tuk tuka. Mam już złe doświadczenia z Indii, więc podczas tej podróży jestem wyjątkowo sceptyczny. Kierowca tuk tuka zawsze próbuje zwabić turystę. I ma na to różne sposoby.

kierowca tuk tuka, Bangkok, Tajlandia, Kambodża
Tuk tuk w Bangkoku.

Tuk tuk (inaczej autoriksza) to środek transportu bardzo popularny w Azji. To trójkołowy pojazd z niewielkim silnikiem, który pełni rolę taksówki. Składa się z kabiny dla kierowcy (często tylko nieosłoniętego niczym siodełka) oraz przestrzeni dla pasażerów z tyłu (mieści się ich tylu, ilu jest potrzeba zmieścić). Kierownica podobna jest do tej w motorze, zaś budowa rikszy ułatwia manewrowanie ciasnymi uliczkami. W Kambodży często widujemy tuk tuki alternatywnej budowy, czyli zwykły motor z pasażerską przyczepką.

kierowca tuk tuka
Centrum Battambang.

Kierowca tuk tuka z Battambang

Gdy zajeżdżaliśmy na dworzec w Battambang, wyjrzałem przez okno i zobaczyłem tuk tuka ścigającego się z naszym autobusem. Spojrzałem młodemu chłopakowi w oczy. Starał się złapać kontakt i mu się udało. Po chwili zniknął. W busie było raptem kilka osób, oprócz nas żadnych białych turystów. Na przystanku jednak bardzo tłoczno. Kierowcy tuk tuków przekrzykują się i przepychają. Każdy walczy o to, aby zarobić pięćdziesiąt amerykańskich centów. Tyle wynosi taryfa na przejazd po Battambang. Tym razem jawna. Nie każdy z nich zna języki obce, wymachują kartkami:„50 cents every hotel”.

Dostrzegam chłopaka, który ścigał się z naszym busem. Po chwili idziemy z nim do tuk tuka. „Dziękuję bardzo, że pan mnie wybrał, bardzo dziękuję” – mówi dość dobrze po angielsku. „Blue Diamond? Znam ten hotel. Pół dolara, jedziemy”. I ruszamy eleganckim tuk tukiem przez Battambang.

kierowca tuk tuka, Battambang
Marni, nasz kierowca.

Gdy zaparkowaliśmy pod hotelem, to od razu rozpoczyna rozmowę sprzedażową, czyli próbuje umówić się z nami na kolejne dni na jakąś wycieczkę. To bardzo częsta praktyka. Kierowcy wykorzystują okazję, gdy mogą na spokojnie porozmawiać z turystą. „Niestety jutro będę pracował, nie chcemy się ruszać z hotelu” – odpowiadam –„To może pojutrze? Mam chorą mamę, muszę pracować za naszą dwójkę. Turystów jest teraz bardzo mało. Za 25 dolarów obwiozę Was po całej okolicy, od 9 do 19. Do tego robię za przewodnika” – nie daje za wygraną. Coś się we mnie łamie, nie wiem, czy mówi prawdę. Czy znów ktoś robi ze mnie debila? „Przyjadę za dwa dni o dziewiątej rano pod hotel. Jeśli chcecie ze mną pojechać, to dobrze. Jak nie, to trudno” – mówi na koniec. Pytam, czy ma WhatsApp-a, lecz przecząco kręci głową i wsiada na swój motor.

8:45, dwa dni później

W między czasie namówiliśmy na wspólną przejażdżkę znajomych z redakcji portalu Podróż Odbyta, którzy przypadkiem przebywali w tym samym hotelu. Nie byli przekonani, że nasz umówiony kierowca faktycznie przyjedzie, ale zgodzili się wstać rano, zjeść grzecznie śniadanie i czekać z nami. Nam bardzo to pasowało, bo 25 dolarów podzielone na dwie redakcje, to spora oszczędność.

Kierowca zjawia się sporo przed czasem. Od razu dziękuje, że jednak zdecydowaliśmy się skorzystać z jego propozycji. Przez kilka minut przedstawia nam swój plan na całodniową wycieczkę. Co zwiedzać w okolicy Battambang? Pozostałości po francuskiej kolonii, legenda o zaginionym kiju, bambusowy pociąg, wioska rybacka, świątynia Banan, jaskinia zabójców i wreszcie exodus nietoperzy z jaskini. Sporo jak na jeden dzień. Ruszamy!

Marni – kierowca tuk tuka

Opowiadał pięknie, z dowcipem. Ma 27 lat, pochodzi z Moung Ruessei Dictrict, 40 kilometrów od Battambang. Do stolicy regionu przeprowadził się, aby zdobyć wykształcenie. Dwa lata studiował rolnictwo, ale nie zdobył dyplomu. Sytuacja rodzinna zmusiła go do poświęcenia się pracy. Jego matka nie może chodzić. Ma problemy z otyłością, a co za tym idzie z krążeniem i sercem. Żyją we dwoje w Battambang ze skromnych zarobków Marniego.

Dwa lata pracował, aby kupić własnego tuk tuka. Praca jako kierowca może być przyjemna, ale ciężko znaleźć klientów. „Obecnie, poza sezonem, mało ludzi przyjeżdża do Battambang. Walczymy o pojedyncze osoby, zaś kierowców jest bardzo wielu. Najważniejsze to złapać autobus jadący ze Siem Reap. Może z niego wysiąść wiele osób. Czasem jednak nie wysiada nikt” – mówi Marni.

kierowca tuk tuka, Battambang
I tak kilka godzin po drożynach Kambodży.

Koszt podróży po mieście to pół dolara, nie wystarczy nawet na skromny posiłek. Turystę trzeba próbować namówić na całodniową wycieczkę, umówić się z nim, że podczas całego pobytu w Battambang będzie korzystał z jego usług. Spytałem Marniego, ile takich wycieczek udaje mu się umówić w ciągu tygodnia? „Jeśli jest jedna, to jest dobry tydzień”. Czyli 25 dolarów za 10 godzin pracy. Przejechaliśmy sporo kilometrów (tankowanie), po kiepskiej jakości drogach (amortyzacja tuk tuka). Zarobek jak na lokalne warunki jest niezły, niestety nie jest stały.

Uwaga policja

W pewnym momencie gwałtownie zawracamy. Cóż, pewnie Marni pomylił trasę. Okazało się jednak, że dostrzegł w oddali patrol policji. „Nie mam jeszcze kasku, musiałbym coś zapłacić. Lepiej unikać takich kontroli”. Dla nas wyszło szczęśliwie, bo jechaliśmy malowniczą, wiejską ścieżką przez pola, zamiast pół asfaltową, oficjalną drogą.

Marni mówił nam, ile powinien kosztować bilet wstępu do poszczególnych atrakcji i naprawdę sporo opowiadał o okolicy. Cierpliwie czekał w rikszy, zanim nie nacieszymy się widokami. Gdy szybko zszedłem ze szczytu przy Killing Cave, to zastałem go grającego w karty z kumplami. Czy przemnażał właśnie dolary z naszej wycieczki? 😉

Zostawiliśmy naszemu kierowcy 30 dolarów. Dodatkowo Odbyty skorzystały z jego usług jeszcze następnego dnia. Wybierasz się do Battambang? Marni, kierowca tuk tuka, chętnie pokaże Ci okolicę. (link)

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o