Gdzie indziej Navigation
  • AZJA
    • Indie 2013
    • Indonezja
    • Malezja
    • Tajlandia
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Chiny
    • Laos
    • Sri Lanka
    • Indie 2018
  • AUSTRALIA
  • Camino
  • Europa
    • Austria
    • Białoruś
    • Polska
    • Ukraina
  • O MNIE
  • Search
  • AZJA
    • Indie 2013
    • Indonezja
    • Malezja
    • Tajlandia
    • Kambodża
    • Wietnam
    • Chiny
    • Laos
    • Sri Lanka
    • Indie 2018
  • AUSTRALIA
  • Camino
  • Europa
    • Austria
    • Białoruś
    • Polska
    • Ukraina
  • O MNIE
  • Search
View Post

Objazdowe kino nad Gangesem – recenzja książki Tuk Tuk Cinema

In recenzja by Oli10 listopada 20161 Comment

Tuk Tuk Cinema, to jedyne kino w Indiach, gdzie można obejrzeć przygody Reksia oraz Bolka i Lolka. Robb Maciąg przejechał skuterem wzdłuż rzeki Ganges po drodze zatrzymując się i prezentując …

View Post

Pomniki Jana Pawła II – odsłona trzecia

In Bez kategorii by Oli11 października 20164 Comments

Uwielbiam Pomniki Jana Pawła II. Kiedy zaś powiedziało się A, to wypada powiedzieć też B, zaś naturalnym następstwem jest wtedy C. Zapraszam do obejrzenia kolejnej, trzeciej już galerii zdjęć pomników …

View Post

Nagroda za trudy Drogi. Zaskakujący finał prelekcji

In Camino by Oli22 sierpnia 2016Leave a Comment

Po ostatniej prelekcji, którą wygłosiłem podczas Wakacji dla seniorów na Woli w Warszawie, dostałem bardzo miłego maila od Pani Beaty, która już po raz drugi słuchała mojej opowieści. Pani Beata …

View Post

Komunikacja na Camino de Santiago, czyli efekty upadku Wieży Babel

In Camino by Oli13 lipca 20164 Comments

„Ucz się synu języków obcych” – to zdanie jak mantrę powtarzali mi od dziecka rodzice. Bywało z tym różnie, ale angielski oraz niemiecki opanowałem na poziomie mocno zadowalającym. Plony zbierałem …

View Post

Camino Frances – recenzja przewodnika Szymona Pilarza

In Camino, recenzja by Oli7 lipca 2016Leave a Comment

Drogami świętego Jakuba przeszedłem w zeszłym roku kilka tysięcy kilometrów. Podczas mojego Camino korzystałem z paru przewodników i wielu map. Moje doświadczenie postanowiło wykorzystać wydawnictwo WAM, które przesłało mi do …

View Post

Bardzo potrzebny dystans – co Camino zmieniło w moim życiu?

In Camino by Oli12 maja 2016Leave a Comment

Dystans był mi niezwykle potrzebny. Dzięki Camino go otrzymałem. Dziś dwunasty maja. Rok temu wychodziłem rano z hotelu w Smoszewie. Cały obolały, z mocno obtartymi pachwinami. W głowie kołatały się …

View Post

Credencial – paszport pielgrzyma. Wspomnienia, refleksje i ważna zmiana.

In Camino by Oli6 kwietnia 20161 Comment

Nieodłącznym elementem ekwipunku każdego pątnika, który zmierza do Santiago de Compostela jest paszport pielgrzyma (Credencial). Dokument, w którym znajdują się jego dane osobowe, miejsce i data wyruszenia w drogę oraz …

View Post

Tarchomin – Zakroczym. Powrót na Mazowiecką Drogę św. Jakuba

In Camino, Polska by Oli23 lutego 2016Leave a Comment

W zeszłym tygodniu wreszcie wróciłem na Camino. Co więcej, udało się przejść fragment Mazowieckiej Drogi Świętego Jakuba, którym szedłem pierwszego i drugiego dnia mojej pielgrzymki do Hiszpanii. Odżyły wspomnienia. Zapraszam …

View Post

„Szkoła, praca, dziewczyna, rodzina…”

In Camino by Oli16 lutego 20162 Comments

Nic nie poradzę. Od dziecka jestem kibicem Legii. Tradycja rodzinna, pierwsze mecze za małolata i pasja, która jest silniejsza niż wszystko inne. Chodziłem na mecze drużyny piłkarskiej, siatkarskiej, koszykarskiej. Teraz, …

View Post

„Mija się, co w miejscu stoi, co ucieka – cenne”. Wyruszasz w długą podróż, a życie toczy się dalej…

In Camino by Oli12 lutego 20163 Comments

Każdy, kto decyduje się porzucić na jakiś czas swoje codzienne życie, musi się liczyć z tym, że „świat” nie stanie w miejscu i nie będzie na nas czekał, a nasza …

  • Page 9 of 13
  • ←
  • 1
  • ...
  • 8
  • 9
  • 10
  • ...
  • 13
  • →

Oli

Oli, jaki jest każdy widzi. Optymista, marzyciel, aspirujący podróżnik. Obecnie waham się pomiędzy stabilizacją a kolejną długą podróżą.

Instagram

gdzie_indziej

Guide on Camino de Santiago 🇪🇸

Gdzie indziej
Kapitan Tsubasa (choć w Polsce istniało też tł Kapitan Tsubasa (choć w Polsce istniało też tłumaczenie Kapitan Jastrząb) - najpierw manga, następnie serial anime stworzony przez Yōichiego Takahashiego. Opowiadał historię tytułowego Tsubasy i jego kolegów z drużyny piłkarskiej, a potem reprezentacji Japonii. Siadaliśmy jak do telenoweli… w Polsce serial wyświetlany był w paśmie anime w telewizji Polonia 1. Jeden mecz drużyny Nankatsu potrafił trwać kilka odcinków, podczas których poznawaliśmy myśli i uczucia graczy oraz oglądaliśmy liczne retrospekcje. Piłkarze zaprzeczali prawom fizyki, odbijali się od słupków, oddawali podkręcone super strzały (jak Roberto Carlos) i… dużo biegali.

Wielu profesjonalnych piłkarzy przyznaje się, że do rozpoczęcia kariery zainspirowało ich japońskie anime o drużynie Nankatsu. Alessandro Del Piero, Zinedine Zidane, Leo Messi czy Andres Iniesta wspominali o tym w wywiadach. 

Seria była bardzo popularna na całym świecie. Nie inaczej było w Japonii. W dzielnicy Tokio - Yotsugi okolica została udekorowana motywami z komiksów o Tsubasie. Stacja kolejowa, miejskie parki oraz boiska. Latarnie przy ulicach w kształcie piłek. 

Dla mnie spacer po Yotsugi, to była piękna podróż do wspomnień z dzieciństwa. Zdzierałem kolana na asfaltowych boiskach w Warszawie i też chciałem być jak Tsubasa Ozora. Może osiągnąłem na boisku mniej niż Messi czy Zidane, ale za to mam zdjęcie z pomnikiem najlepszego japońskiego piłkarza w historii. 

#yotsugi #tokio #anime #tsubasa #manga #capitantsubasa
Pocztówka z Osaki Pędzimy przez Japonię niczym Pocztówka z Osaki

Pędzimy przez Japonię niczym shinkansen. Kolejne miasta, miejsca, hostele. Zupełnie nie w naszym stylu. Jednak, gdy się chciało mieć miesiąc powolnego dreptania wzdłuż oceanu po schodach i pagórkach, to teraz trzeba nieco przyspieszyć. Czasem aż za bardzo, bo ten rollercoaster-pterodaktyl, to już było tempo zbyt okrutne. 

Sakura - kwitnące wiśnie, choć w zasadzie kwitnie wszystko: śliwki, brzoskwinie oraz my. Kwiecień - nazwa miesiąca zobowiązuje, bo choć dzieli nas obecnie 7 godzin, to tutaj też w kwietniu się kwieci. 

Wiosenne pozdrowienia! 

#sakura #osaka #japonia #wiosna
Niespodzianka na koniec! Autostradą do Hachinohe? Niespodzianka na koniec! Autostradą do Hachinohe? 

Ostatnie cztery dni były dość wyjątkowe. Nocowaliśmy w hotelu ze SPA (takim japońskim, czyli łaźnią z gorącymi źródłami) i podjeżdżaliśmy na szlak pociągiem. Na lekko, w plecaku tylko jedzenie i kurtka przeciwdeszczowa. Co mogło pójść nie tak? 
Załamanie pogody przyniosło silny wiatr oraz intensywne opady deszczu. Podczas podejścia na najwyższy szczyt na całym MCT - górę Hashikami - śnieg był dość głęboki i utrudniał nam wędrówkę. Raptem 730 metrów nad poziom morza i dość wymagającą zimą górka - spore zaskoczenie. 

Ostatni dzień, to również mocny deszcz i porywisty wiatr. Morze było bardzo wzburzone i niespokojne. W informacji turystycznej podliczyliśmy, że przeszliśmy ponad 600 kilometrów. Dużo? Mało? Nie wiem :) 

Ostatnie spojrzenie na ocean, uciekanie przed falami, ślady stóp na piasku i… smutek, że wszystko się skończyło. Trzeba jakiś nowy długodystansowy szlak zaplanować na przyszły rok. Jakieś propozycje? 

Japonia * Michinoku Coastal Trail * piesze wędrówki * szlaki długodystansowe
Mario i Luigi pozdrawiają z Osaki! Nasze przejśc Mario i Luigi pozdrawiają z Osaki! Nasze przejście Michinoku Coastal Trail spotkało się z ciepłym przyjęciem na wyspie Honsiu. Przygotowali specjalne czapki z naszymi imionami, które sprzedają na każdym rogu ulicy. W ogóle czad, bo wiedzieli, że Marta ma czerwoną kurtkę, że Lucas i Legia, i kolor zielony! Tak trzeba żyć! #osaka #japonia #podróże
Miyako-Kuji. Tydzień drogi. Ogromne przewyższeni Miyako-Kuji. Tydzień drogi. Ogromne przewyższenia. Strome zejścia oraz dzikie, leśne odmęty. A do tego tunele, drabinki i schody, tysiące schodów. Każde prowadziły na malowniczą plażę albo imponujący punkt widokowy. Michinoku Coastal Stairs - tak nazwałem szlak po tym odcinku. Było warto, ale koszta też były spore. Koszulka lepiła się do ciała, paski od plecaka wbijały w plecy, zaś skarpety tworzyły unikalny mikroklimat wewnątrz buta. Liczne potoki oraz sporadyczne opady deszczu powodowały, że w lesie było wilgotno. Wilgotno, czyli też ślisko. Igliwie, szyszki, grząska ziemia i liście. Liście - ta romantyczna oznaka jesieni, która dla nas stanowiła zagrożenie, bo nigdy nie było wiadomo, czy pod taką stertą starych liści nie kryje się dół albo schodek. 

To był dla mnie najtrudniejszy, ale też najpiękniejszy odcinek, który pokonaliśmy. Tutaj padło najwięcej przekleństw, polały się łzy i padła propozycja, że może jednak należy wsiąść do pociągu. 

Dodatkowo, chociaż był już koniec marca i astronomiczna wiosna, to w tej części Japonii ciągle uważają, że wiosna zaczyna się w połowie kwietnia. Mieszkaliśmy na kempingach bez bieżącej wody. Okolica sprawiała wrażenie wymarłej. Bezludzie. Tutaj też było najwięcej oznaczeń ostrzegających przed niedźwiedziami. I ta niepewności, czy 
misie ciągle mają zimę i śpią, czy może astronomiczna wiosna, to dla nich znak, aby zacząć szukać pożywienia… 

Michinoku Coastal Trail * Japonia * Tohoku * piesze wędrówki
Małpie życie! Dziś rano dwa szybkie przejazdy S Małpie życie! Dziś rano dwa szybkie przejazdy Shinkansenem i już jesteśmy w Nagano. Stamtąd jeszcze godzina autobusem i odwiedziliśmy Jigokudani Snow Monkey Park, gdzie żyją małpy śnieżne, czyli makaki japońskie. Żyją w górach i czasem wskakują do gorących źródeł, aby się ogrzać. Zwraca uwagę też ich gęste i puszyste futro, które odróżnia je od innych małp. Ciekawostka: kąpią się tylko samice i młode, bowiem samce lubią wyglądać groźne i poważnie :) małpy śnieżne Jigokudani Snow Monkey Park Japonia podróże
Mamy to! We did it! MCT ukończone! Przeszliśmy p Mamy to! We did it! MCT ukończone! Przeszliśmy ponad 600 kilometrów i dziś dotarliśmy do Hachinohe na północy Honsiu. Jutro nie trzeba zwijać śpiwora, składać namiotu ani zakładać stabilizatorów na kolana. 

Zimowe przejście przez region Tohoku zakończyło się sukcesem, choć… wiele wskazywało na to, że w ogóle nie ruszymy. Kontuzja, która przyplątała mi się w zeszłym roku dawała się mocno we znaki podczas pobytu w Indiach. Znów jednak okazało się, że najlepiej się czuję, gdy trzeba po prostu iść. Wystartowaliśmy w Somie w ulewnym deszczu i po kilku kilometrach zamarzaliśmy. Zima nad oceanem, droga prowadziła pomiędzy brzegiem a pasmem górskim. Z takimi warunkami dotychczas nie miałem do czynienia. Może i było wilgotno, ale za to było też zimno. 

Cztery pierwsze noce spędziliśmy w namiocie.
Na dziko, bez toalety czy prysznica. Zamarzała woda, dobrze, że śpiwory grzały. Zrobiliśmy sobie odpoczynek w Sendai i nieco przedefiniowaliśmy plany. Zakładaliśmy obozy na szlaku i na lekko ruszaliśmy na trasę, aby potem wrócić komunikacją miejską do namiotu. Albo do hotelu. Przeprowadziliśmy jednak też brawurowy atak z pełnym ekwipunkiem na najtrudniejszy fragment szlaku. Drabinki, skały i schody. I my z ciężkimi plecakami. 

Mieliśmy wielkie szczęście do pogody, bo gdy spotykała nas ulewa, to zawsze mogliśmy wieczorem ogrzać się w onsenie (łaźnia japońska) i mieliśmy ciepły pokój. 

Sporym utrudnieniem było też monotonne i dość proste jedzenie. Codziennie to samo: jeden rodzaj ramenu instant, słodkie bułki oraz chipsy. I onigiri z glonami lub śliwką. Albo pieczywo tostowe z serem i keczupem. Cud, że na takiej diecie daliśmy radę. Rezerwy były jednak spore ;) 
Widokowo trasa zaskoczyła nas na plus. Wzburzony ocean, klify, strome leśne ścieżki prowadzące do dzikich plaż. Plażą szły zakonnice… Choć to chyba była inna historia. 
Wiele cierpkich słów padło po drodze. A gdy już wydawało się, że koniec jest blisko, to wczoraj wpadliśmy po pas w śnieg podczas podejścia na górę Hashikamidake. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Miało być zimowe przejście, to było. Dziękujemy za wsparcie, dobre słowo oraz wszelkie sygnały, że czytacie, myślicie o nas i dopingujecie.
Japońskie wybrzeże pokazuje zęby! Michinoku Coa Japońskie wybrzeże pokazuje zęby! Michinoku Coastal Trail jest coraz bardziej wymagające. Wraz z przemieszczaniem się na północ zwiększa się poziom trudności. Kempingi czy toalety publiczne coraz częściej są zamknięte. Rzadziej udaje się nabrać wody albo znaleźć sklep. Trudniej też o nocleg pod dachem. W trzeciej części naszej podróży spaliśmy głównie w namiocie (cudowne wschody słońca przy przymrozkach), ale też poznaliśmy niezwykle gościnnych właścicieli Youth Hostelu oraz kawiarni na przylądku Karakuwa. Wędrowaliśmy więcej po leśnych ścieżkach, blisko oceanu. Od latarni morskiej do osady rybackiej, od niewielkiej świątyni po automat z ciepłymi napojami. I tak leciały kolejne kilometry aż dotarliśmy do połowy szlaku. Był to dla nas moment radości i wzruszenia, bo udało się razem pokonać niemałą odległość w dość trudnych i nieprzyjaznych warunkach. Choć najgorsze miało dopiero nadejść, ale o tym opowiemy Wam już jutro… #michinokucoastaltrail #japonia #pieszewędrówki #oceanview #tohoku #oshika #karakuwa #longdistancewalking
Połowa MCT za nami! Dziś minęliśmy znak wskazu Połowa MCT za nami! Dziś minęliśmy znak wskazujący dokładnie pół szlaku. My mamy w nogach około 370 kilometrów. Szlak zimą jest nieco ograniczony, bo nie pływają niektóre promy, zaś kilka gór czy fragmentów szlaku jest zamknięta. 

My też nie nastawiamy się, że zrobimy całość, ale pewnie do 700km dobijemy, więc dla nas to też połowa trasy. 

Kilka ujęć naszych szczęśliwych, zmęczonych, zapatrzonych, rozmarzonych i strudzonych twarzy oraz kilka zdjęć w drodze. 

Bywa ciężko, ale mogę powiedzieć, że lubię chodzić ;) 
#mct #michinokucoastaltrail #japonia #japoniajestpiękna #pieszo #pieszoprzezświat
Wczytaj więcej... Obserwuj na Instagramie

Facebook

Najnowsze komentarze

  • Michał - Wilcza 30 – klimat przed Syreną
  • pawel - Podróżowanie po Chinach: dwie poważne bariery do pokonania
  • pawel - Terakotowa Armia w Xi’an. Lekcja historii niezwykłej
  • Ada - Główny Szlak Beskidzki: etapy
  • Pomocnik studenta - Blog podróżniczy. Jak nie pisać bloga z podróży?
  • Assign a Menu