Phong Nha – cudowne jaskinie w Wietnamie

Park Narodowy Phong Nha w 2003 roku wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturalnego UNESCO. Imponujące wzgórza kryją liczne jaskinie. Większość z nich jest jeszcze niezbadana, ale te odkryte i dostępne dla turystów robią ogromne wrażenie. Naszym zdaniem park Phong Nha powinien być główną i najczęściej odwiedzaną atrakcją Wietnamu. Skorzystaliśmy z tego, że turystów wciąż jest tam mniej niż chociażby w Da Lat czy Sapie i postanowiliśmy spędzić kilka dni w tej malowniczej okolicy.

Phong Nha
Do jaskini Phong Nha wpływamy niewielką łódką

Phong Nha – jak dotrzeć do parku narodowego?

Odkryliśmy Phong Nha przypadkiem. Podczas oglądania transmisji z Mundialu w Rosji zobaczyliśmy spot reklamowy pokazujący najpiękniejsze atrakcje Wietnamu. Większość z nich była na liście miejsc, które chcemy zobaczyć podczas naszej podróży. Naszą uwagę przykuła jednak łódka, która płynęła po ogromnej jaskini. Zanotowaliśmy nazwę: Phong Nha Cave.

Phong Nha jaskinia
Phong Nha – The Adventure Capital of Asia

Ku naszemu zdziwieniu znajdowała się ona mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Hoi An a Hanoi. Nie trzeba zbaczać z drogi, nie trzeba kombinować. Wystarczy dotrzeć do Dong Hoi, stolicy regionu. Albo nawet lepiej, kupić bezpośredni bilet do Parku Narodowego Phong Nha. My wyruszyliśmy z Hue i po sześciu godzinach byliśmy w Son Trach, niewielkiej wiosce, w której kwitnie turystyka związana z jaskiniami. Nazwa ta rzadko jednak widnieje z folderach turystycznych czy wyszukiwarkach, potocznie mówi się o niej po prostu Phong Nha. Autobusem można dojechać tutaj także z Hanoi (podróż trwa około 10 godzin).

Większość agencji turystycznych chętnie organizuje jedno bądź kilkudniowe wycieczki do Phong Nha. My polecamy zorganizowanie wyprawy na własną rękę. Wychodzi o wiele taniej.

Phong Nha – które jaskinie odwiedzić? Informacje praktyczne

W okolicy znajduje się kilka jaskiń dostępnych dla turystów. Wymieniamy pięć głównych:

  1. Phong Nha Cave: aby dotrzeć do tej jaskini należy wynająć łódkę i przepłynąć trzy kilometry po Son River. Następny kilometr pokonujemy podziemną rzeką. Z łódki możemy obserwować liczne formy skalne. Podczas drogi powrotnej 500 metrów pokonujemy pieszo. Jaskinia jest podświetlona, więc nie trzeba mieć ze sobą latarki ani żadnego specjalnego sprzętu. Kasa biletowa oraz przystań znajdują się w wiosce Son Trach. Jest to najłatwiej dostępna z jaskiń. Bilet wstępu do jaskini kosztuje 150 000 dongów/osobę. Koszt wynajmu łódki to 360 000 dongów (na 12 osób, można połączyć się z innymi zwiedzającymi). Rejs w dwie strony i zwiedzanie jaskini trwa około 3 godzin.
  2. Tien Son Cave: znajduje się tuż obok Phong Nha Cave (należy skierować się stromymi schodami w lewo). Niestety w czerwcu 2018 roku jaskinia była zamknięta dla zwiedzających. Trwają prace remontowe, które powinny się skończyć jesienią 2018 (dokładniejszej informacji nie udało nam się uzyskać). Świetny tekst o tej jaskini przygotował Łukasz Kędzierski, więc zainteresowanych zapraszamy do lektury. Koszt biletu to 80 000 dongów. Wynajem łódki wygląda podobnie jak w przypadku Phong Nha Cave, a jeśli odwiedzamy obie jaskinie, to cena wzrasta do 400 000 dongów (12 osób maksymalnie).
  3. Paradise Cave: najdłuższa jaskinia w całym Wietnamie, liczy sobie 31 kilometrów. Dla turystów udostępniony jest jedynie kilometr. Po jaskini poruszamy się pieszo, pokonując liczne schody. Przestrzeń dla zwiedzających jest oświetlona. Część drogi do wnętrza jaskini można pokonać elektryczną kolejką (jest ona dodatkowo płatna). Schody jednak nie ominą zwiedzających. Jaskinia znajduje się kilkanaście kilometrów od wioski Son Trach. Aby tam dotrzeć trzeba wynająć motor albo taksówkę. Można też wykupić wycieczkę. Koszt wstępy do jaskini to 250 000 dongów (bilet dziecięcy 125 000).
  4. Sơn Đoòng: odkryta w 1991 roku przez wietnamskiego rolnika, zaś w 2009 zbadana przez brytyjskich speleologów uznawana jest za największą jaskinię na świecie. Ma 9 kilometrów długości, 200 metrów wysokości oraz 150 metrów szerokości. Zgodnie z wytycznymi władz wietnamskich można ją zwiedzać tylko w dziesięcioosobowych grupach pod opieką lokalnych przewodników. Uczestnictwo w takiej ekspedycji kosztuje 3000 dolarów od osoby.
  5. Dark Cave: określiłbym ją mianem jaskini-przygody. Z parkingu i miejsca z kasami na drugi brzeg rzeki docieramy zip-line’m bądź kajakiem. Następnie musimy przepłynąć kilkanaście metrów w chłodnej wodzie. Tak docieramy do wejścia do Dark Cave. Tam idziemy wąskim korytarzem, potem brodzimy po kostki w błocie, aby na koniec wylądować w nim po szyje. Po jaskini poruszamy się pieszo, zaś w cenie biletu dostajemy też kamizelkę ratunkową oraz kask z latarką. Do budynków parku narodowego wracamy pontonem (sami wiosłujemy). Na rzece znajduje się też drugi zip-line (możemy zjechać 20 metrów i spaść z kilku metrów do wody), park przeszkód i huśtawka. Bilet wstęp kosztuje 450 000 dongów (all-inclusive: sprzęt, zwiedzanie jaskini z przewodnikiem, kąpiel w błocie) bądź 270 000 (sam zip-line, kajaki oraz atrakcje na wodzie).

Phong Nha: nasze wrażenia

Odwiedziliśmy dwie z wymienionych powyżej jaskiń. Główną, czyli Phong Nha oraz Dark Cave. W Malezji byliśmy w Niah Caves, więc zrezygnowaliśmy z jaskini, po której po prostu chodzi się po drewnianych podestach (czyli Paradise Cave). W Niah cudowna była niezależność, byliśmy bez przewodnika, sami przez dżunglę przedostaliśmy się do jaskini, byliśmy w miejscu, gdzie po zgaszeniu latarek nastała totalna ciemność. W zwiedzaniu Phong Nha podobało nam się to, że nie musieliśmy patrzeć pod nogi i uważać na każdy krok. W jaskini często jest wilgotno, ślisko, można trafić na różne zwierzęta, dla których jest ona domem. Tutaj mogliśmy po prostu rozglądać się i podziwiać. Przyjemny chłód jaskini, połączony z naprawdę nieźle przygotowanym oświetleniem pozwalał obserwować bogate formy krasowe.

Phong Nha
Tędy wpływamy do jaskini
Jaskinia Phong Nha
Tutaj wysiadamy z łódki i ruszamy pieszo, 500 metrów po jaskini
Phong Nha jaskinia
Nie jesteśmy mistrzami w robieniu zdjęć w jaskini, ale przyznajcie, że robi wrażenie

Mieliśmy też przewodnika. Jak wspominałem w akapicie poświęconym informacjom praktycznym, koszt łódki do jaskini można podzielić z innymi turystami. Nas pod kasą zaczepił przewodnik, który powiedział, że ma dwójkę chętnych Hiszpanów do wspólnej podróży. Chwilę zastanawialiśmy się, czy nie lepiej poczekać na większą wycieczkę i jeszcze bardziej zejść z kosztów, ale jednak zdecydowaliśmy się. Zapłaciliśmy 180 000 dongów za transport i nie żałujemy, bowiem przewodnik okazał się bardzo fajnym gościem, mocno niezadowolonym z komunistycznego ustroju Wietnamu. Wspominał handel jeansami z polskimi turystami w latach osiemdziesiątym, ale też sporo powiedział o samej jaskini i jej odkryciu. W pewnym momencie, wstyd się przyznać, przewodnika wykradliśmy, bo rozmawiał głównie ze mną, dzieląc się anegdotami ze swojego barwnego życia. Oznajmił też, że koniec komunizmu, to najlepsze, co mogło Polskę spotkać.

Phong Nha
Tacy z nas artyści, że wpadliśmy, podobnie jak pewnie każdy, na zrobienia zdjęcia wielkiej, jaskiniowej pałki odbijającej się w tafli wody
Phong Nha
Jaskinia zdecydowanie robi wrażenie
Phong Nha jaskinia
Dla skali: grupy Łukasz (180 cm) oraz stalagmity.

Po trzech godzinach byliśmy znów w wiosce. Wyprawę do Phong Nha najlepiej organizować na własną rękę. Kupić bilety i pod kasą zaczekać na kolejnych turystów, aby z nimi podzielić koszty opłacenia łodzi. Bardzo chcieliśmy przy okazji zobaczyć także jaskinię Thien Son, ale znajduje się ona obecnie (czerwiec 2018) w renowacji.

Dark Cave: zip-line

Na Dark Cave nakręcił nas przewodnik. Opowiadał, że super zabawa i inne doświadczenie niż np. Paradise Cave. I choć nigdy w życiu wcześniej nie korzystaliśmy z zip-line’a, to postanowiliśmy spróbować. Raz się żyje. Jeśli wybierasz się do Dark Cave, to pamiętaj, aby zabrać ze sobą strój kąpielowy oraz ręcznik. Na miejscu są prysznice, więc po kąpieli w błocie będziesz mógł się dokładnie umyć. Zalecane jest także zostawienie wszelkiej elektroniki i rzeczy wartościowych w szafkach przy kasie. (kaucja 50 000 dongów).

Aby dotrzeć na miejsce załatwiliśmy dwa motory razem z kierowcami. Sporo taniej (80 do 100 tysięcy dongów na dzień) wyjdzie samodzielne wynajęcie motocykla. My jednak jesteśmy zbyt cienkie Bolki. Zapłaciliśmy po 200 000 dongów za tę przyjemność. O 9.00 kierowcy odebrali nas z hotelu, zaś o 12.00 byliśmy z powrotem.

Na miejscu czekała mnie nieprzyjemna niespodzianka: zip-line ma udźwig jedynie 90 kilogramów. Wizyta na wadze pokazała nieco więcej. Rozważaliśmy, czy w ogóle decydować się kupować bilety, ale w końcu powiedziałem sobie: trudno, jestem za gruby na wietnamskie atrakcje, popłynę kajakiem. Po przebraniu się w szorty i obowiązkowemu zdjęciu koszulki (nie chcieli mnie przepuścić w t-shircie) pan spojrzał na mnie i powiedział: nie ważysz za dużo, możesz zjechać. Trochę się zdziwiłem, bo uważam, że jednak udźwig to sprawa techniczna, nie zaś widzimisię obsługi, ale w głębi duszy byłem szczęśliwy. Po raz pierwszy zjedziemy na linach!

Sam zip-line nie jest zbyt imponujący, 400 metrów nad drzewami oraz rzeką. Gdy pan z obsługi przypinał mnie do liny, to spytałem, czy jest coś, co muszę wiedzieć. No english – odparł chłopak i zepchnął mnie w dół. Po kilkudziesięciu (?) sekundach byłem już po drugiej stronie. Chyba jednak z tym udźwigiem było coś na rzeczy, bo w ostatniej chwili schowałem nogi, aby nie zajebać o ziemię. Hamowanie też wyglądało nieco inaczej niż u Patrycji. Cóż, nad bezpieczeństwem muszą jeszcze przy Dark Cave popracować.

Dark Cave: kąpiel w błocie

Przepływamy kilka metrów w orzeźwiającej wodzie i stoimy przed wejściem do jaskini. Z przewodniczką i kilkuosobową grupą kierujemy się w głąb jaskini. Jest ślisko oraz momentami dość ciasno. Przydają się kaski, słychać, że kilka osób uderzyło głową w stalaktyt. W końcu dochodzimy do sporej groty, w której wskakujemy do błotnej mazi. Podobno kąpiele w błocie działają dobrze na skórę. Przyznamy, że było to całkiem przyjemne. Wysmarowani błotem po całym ciele wracamy tą samą drogą. Aby się obmyć wskakujemy do bardzo przyjemnego podziemnego jeziora. Następnie łapiemy za wiosła i pontonami przedostajemy się na drugi brzeg rzeki.

Przygotowany jest tam niewielki kącik wodnych rozrywek. Można spróbować swoich sił na torze przeszkód albo zjechać na linie. Tym razem bez asekuracji. Postanawiam spróbować. Łapię drążek i odbijam się od podestu. Po kilku sekundach lecę w dół do wody. Nigdy wcześniej nie korzystałem z tego typu atrakcji, więc jedyne, co przychodzi mi do głowy, to radość, że przełamałem swój strach i spróbowałem czegoś nowego.

Wydaje mi się, że dla fanów jaskiń oraz rozmaitych atrakcji podnoszących adrenalinę wizyta w Dark Cave będzie świetną rozrywką. My bawiliśmy się super!

Phong Nha: podsumowanie

Pojedźcie do parku narodowego i organizujcie sobie wycieczki na własną rękę. Pozwala to sporo zaoszczędzić i przeznaczyć pieniądze na inne atrakcje. W okolicy działa także ogród botaniczny, są ścieżki trekingowe. Jest bardzo dobra baza noclegowa (płaciliśmy za prywatny pokój z łazienką i klimatyzacją 220 000 za noc) oraz sporo tanich knajp (obiad od 20 do 50 tysięcy dongów). W okolicy jest bardzo spokojnie, więc można wybrać się na spacer. Gdybyśmy mieli nieco więcej czasu, to pewnie ruszylibyśmy jeszcze do Paradise Cave bądź ogrodu botanicznego. Jedyny minus, to fakt, że jaskinie oddalone są od siebie o kilkadziesiąt kilometrów, więc trzeba samemu sobie organizować transport.

Phong Nha, Mountain View Hotel
Widok z balkonu w hostelu
Phong Nha
Na lokalnym cmentarzu

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Phong Nha – cudowne jaskinie w Wietnamie"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ludwika
Gość

No to pozwiedzałam 🙂 Dziekuję

Krystyna
Gość

Trochę szkoda, że nie udało wam się trafić też do Paradise Cave, bo o ile Phong Nha jest fajna, to Paradise – mimo sporego ucywilizowania – urywa wszystko. Ogród botaniczny to po prostu kawał dżungli, w którym niektóre drzewa mają tabliczki, ale bardzo fajnie się po nim łazi. Dobrej dlaszej zabawy w Wietnamie 🙂