Niah Caves – pierwsza wizyta w dżungli

Niah Caves, jaskinie położone pośrodku dżungli, były jednym z głównym celów naszej wyprawy na Borneo. Najłatwiej jest do nich dojechać z Miri, więc to tam skierowaliśmy pierwsze kroki w Malezji. I choć samo miasto nas nie zachwyciło, to już jaskinie oraz wizyta w dżungli spełniły nasze oczekiwania.

Niah Caves, Niah National Park
Główna jaskinia: Niah Great Cave.

Niah Caves – informacje praktyczne:

  • Dojazd samochodem z Miri zajmuje półtorej godziny. Docieramy do bramy Parku Narodowego (Niah National Park). My wynajęliśmy samochód i kierowcę w Miri. Kosztowało nas to 150 MYR/dzień.
  • Godziny otwarcia parku to: 8:00-17:00 (od poniedziałku do niedzieli)
  • Bilet wstępu kosztuje 20 MYR (Malezyjczycy płacą 10)
  • Po przejściu przez kontrolę biletów trzeba przepłynąć przez rzekę. Łódź kosztuje 1 MYR/os (po 17:30 aż 1,5 MYR)
  • Główna, największa jaskinia znajduje się 3 kilometry od parkingu. Droga jest wyznaczona i niezbyt wymagająca.
  • Warto mieć ze sobą latarkę – czołówkę. Można ją też wypożyczyć przy wejściu do parku za 5 MYR.
  • Co jeszcze może się przydać? Woda pitna, nakrycie głowy, repelent przeciwko insektom, wygodne buty.
  • Można też zabrać koszulkę na zmianę. My byliśmy kompletnie przemoczeni po długim spacerze. Przy wejściu do parku jest prysznic.
  • Istnieje możliwość przenocowania w parku narodowym. Szczegóły znajdują się tutaj. 

Niah Caves – dojazd z Miri

Niah Caves
Niah Great Cave

Kierowca odebrał nas spod hotelu o 8:30 i już po półtorej godziny spokojnej jazdy byliśmy u bram parku narodowego. Nowa droga nadbrzeżna, która łączy Miri oraz Bintulu, to też najlepszy wybór dla autostopowiczów. Spory ruch i na pewno część samochodów zmierza do Niah Caves.

Autobusy miejskie jeżdżą starą trasą. Trzeba dojechać z centrum Miri autobusem 33A do Pujut Corner Bus Terminal i złapać dalekobieżne połączenie do Bintulu, Sibu lub Kuching. Nie da się jednak dojechać bezpośrednio do parku narodowego. Z Niah Rest Stop trzeba jeszcze łapać stopa albo wziąć taksówkę.

Byliśmy praktycznie zdecydowani na tę opcję, jednak, dość przypadkowo, podczas spaceru po Miri spotkałem mężczyznę, który załatwił nam kierowcę. Dogadaliśmy, że w drodze powrotnej odwiedzimy też Tusan Beach – plażę, która słynie z malowniczych klifów. Wydało nam się to korzystną opcją. I co ważniejsze, mieliśmy pewność, że w jeden dzień spokojnie zobaczymy to, co sobie zaplanowaliśmy.

Niah Caves – uwaga na krokodyle?

Niah Caves
Raczej nie zaryzykowałbym kąpieli w rzece.

Nie wiemy, czy krokodyle faktycznie pływają w tej rzece. Znaki jednak mówią same za siebie. Przeprawa na drugi brzeg zajmuje niecałą minutę, ale jesteśmy w pełni zależni od opiekuna łódki. Pamiętajcie, by zgłosić mu powrót z jaskini po 17:30.

Niah Caves,
Władca łódki.

Po wyjściu na brzeg od razu ruszamy pewnie w kierunku jaskini. Droga jest łatwa, w całości prowadzi po drewnianym mostku, czasem trzeba pokonać kilka schodków. Idziemy powoli i wsłuchujemy się w odgłosy dżungli. Śpiew ptaków, pisk innych zwierząt. Właściwie cały czas szeleszczą liście, coś rusza się niedaleko nas. Widzimy jednak tylko ptaki, kilka wiewiórek oraz jaszczurki. Park Niah to nie jest miejsce, gdzie turyści często spotykają małpy czy inne ssaki.

Niah Caves
Okaz lokalnej fauny.
Niah Caves
Droga do jaskiń.

Ogromna wilgotność oraz wysoka temperatura powodują, że szybko jesteśmy cali mokrzy. Niby mamy za sobą treningi i kilka zdobytych wulkanów, ale klimat robi swoje. Po 40 minutach docieramy do kilku niewielkich straganów, gdzie można kupić pamiątki, przekąski oraz zimne napoje. Stamtąd już tylko 5 minut do pierwszej z jaskiń.

Niah Caves – ogromne jaskinie

Jaskinie znajdują się blisko siebie. My odwiedziliśmy Trader’s Cave (I), Niah Great Cave (II), Moon Cave (III) oraz Painted Cave (IV).

W pierwszej znajdują się pozostałości domków, w których schronienie znajdowali handlarze ptasich gniazd oraz odchodów. Właściwie jest to wisząca skała, nie zaś typowa jaskinia, ale jej wielkość robi wrażenie. Zbieracze gniazd spędzali tam często po kilka dni, gdy pogoda uniemożliwiała im powrót do domów. Z ptasich gniazd przyrządza się zupę albo specjalne galaretki. Jest to bardzo ekskluzywna potrawa.

Niah Caves, Traders Cave
Trader’s Cave

Niemal wprost spod skały nazywanej Trader’s Cave wchodzimy do głównej jaskini, ogromnej Niah Great Cave. Nazwa nie wzięła się znikąd, 60 metrów wysokości oraz 250 szerokości głównego wejścia do jaskini robi wrażenie. Znajdują się tam stanowiska archeologiczne oraz szlaki spacerowe. I tutaj po raz pierwszy przydaje się latarka. Nad głowami latają setki nietoperzy, kamienie momentami są śliskie, podobnie jak deski, po których się poruszamy. Spacer, połączony z obserwowaniem skał oraz wiszących pod kopułą poszukiwaczy gniazd zajmuje sporo czasu.

Niah Caves
Trader’s Cave

Niah Caves – Padang, czyli niezapomniane ujęcia.

Jednak największe wrażenie wywarła na nas komnata nazywająca się Padang.  Docieramy do niej po kilku minutach drogi przez kamienne korytarze. Wpadają tutaj promienie słoneczne, które podkreślają kształty niektórych formacji skalnych, na inne zaś rzucają strugę wąskiego światła.

Niah Caves
Padang

Stamtąd też można wejść do wąskiego przesmyku, strefy kompletnej ciemności, którym to dotrzemy do Gan Kira (Moon Cave). Tutaj opuszczamy na chwilę jaskinie, aby po kilku minutach marszu przez dżunglę dotrzeć do Painted Cave.

Niah Caves
Promienie słoneczne potrafią czynić cuda.

Same malunki były ledwo widoczne i nie zrobiły na nas wielkiego wrażenia. Trzeba pamiętać, że to właśnie w tej jaskini znajdują się najstarsze ślady życia na całym Borneo, sprzed ponad 40 000 lat. Tam też odkryto pozostałości  drewnianych trumien, co oznacza, że jaskinia mogła być miejscem obrzędów religijnych.

Niah Caves – szybki powrót

Cała trasa po parku zajęła nam trzy i pół godziny. Spędziliśmy około dwóch godzin w jaskiniach. Droga z parkingu do Traders Cave zajmuje około 45 minut. Pamiętajmy, że jest tam bardzo gorąco oraz wilgotno. Liczyliśmy, że chociaż pod ziemią będzie nieco chłodniej, ale nic z tego. Pociliśmy się chyba jeszcze bardziej. Po takiej wycieczce byliśmy mocno wyczerpani, ale chętnie odwiedziliśmy jeszcze plażę Tusan Beach. Widoki podobne do tych na Great Ocean Road, prawda?

Tusan Beach
Już nie ma dzikich plaż?

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o