Zwiedzanie Bali

Zwiedzanie Bali chcieliśmy połączyć z wypoczynkiem. Taki był cel naszej wizyty na tej niewielkiej wyspie. Po bardzo intensywnym pobycie w Australii marzyliśmy o kilku dniach spędzonych „na spokojnie”. Bez autostopu, namiotu, martwienia się o pożywienie. Ale też z kilkoma wycieczkami. Za bazę wypadową obraliśmy Ubud – centrum kulturalne całej wyspy.

Zwiedzanie Bali to zdecydowanie inny rodzaj aktywności niż podróżowanie po Australii czy nawet Indiach. Każda atrakcja, usługa, produkt jest na sprzedaż. Trzeba umieć wybrać spośród atakujących zewsząd reklam, ofert czy propozycji. Dodatkowo praktycznie nie funkcjonuje tam transport publiczny, więc turysta jest zdany na agencje turystyczne. Jak sobie poradziliśmy w tej nowej dla nas sytuacji? Chyba całkiem nieźle.

Ngaben i procesja przez miasto

Już podczas pierwszego spaceru zauważyliśmy ogromny posąg byka (jak się okazało był to wół), który stał przy pałacu w samym centrum Ubudu. Dzień później dowiedzieliśmy się, że szykowana jest ceremonia związana z kremacją (Ngaben) członka rodziny królewskiej. Z tej okazji miał się odbyć wielka procesja.

Cała uroczystość była festiwalem życia i witalności. Głośnej muzyki oraz uśmiechu. Po uroczystościach religijnych rozpoczęła się procesja. Przez miasto ciągnięty był wielki wół, przy którym znajdowała się trumna. Za nim podążała wielka wieża, zazwyczaj robiona z drewna, papieru i bambusa (choć nie jestem pewien, czy ta nie była zbudowana z czegoś mocniejszego – obejrzyjcie film).

Procesja szła główną ulicą w Ubudzie, która przy okazji jest dość wąska, więc potężna wieża zahaczała o drzewa czy latarnie. Na czas święta w tej części miasta wyłączono prąd i zdemontowano linię wysokiego napięcia. Gdy już pochód doszedł do cmentarza, to tam spopielono zwłoki poprzez podpalenie całego byka (niestety tej części nie widzieliśmy).

Pod tym linkiem świetny film nakręcony dronem.

Gdyby ktoś chciał przeczytać coś więcej o rytuale Ngaben, to został opisany tutaj.

Zwiedzanie Bali.
Kobiety ubrane w tradycyjne stroje balijskie.
Zwiedzanie Bali.
W tle nadciągający posąg wołu.
Zwiedzanie Bali
Muzykant

Zwiedzanie Bali: pokaz tańca Kecak

Wyspa Bali słynie z tańca. W samym Ubudzie jest kilka teatrów i grup tanecznych, więc praktycznie codziennie można się wybrać na wieczorny pokaz.  Sprzedawcy biletów jednak zapewniają, że przedstawienie jest tylko dziś, więc trzeba się spieszyć.

My obejrzeliśmy grupę Taman Kaja Community, która odegrała fragment Ramajany przy akompaniamencie męskiego chóru. Największe wrażenie, oprócz kolorowych strojów tancerzy, zrobił na nas właśnie chór, który spełniał rolę tego z greckiej tragedii. W drugiej części mężczyzna tańczył po rozgrzanych łupinach kokosów, następnie rozgniatał je bosymi stopami, by potem kopać w kierunku publiczności. Mimo barierek z blachy było to dość niebezpieczne, bo żarząca się łupina trafiła dziecko na widowni.

Treking na Mount Batur

Wyprawę na wulkan zarezerwowaliśmy w agencji turystycznej. Pakiet obejmował odbiór z hotelu o 2.30 w nocy, śniadanie (właściwie to tylko kawę) w barze po drodze, prowiant na drogę (kromka chleba tostowego, jajko na twardo i banan), pół litra wody oraz bilet wstępu i opiekę przewodnika. Plus oczywiście transport pod wulkan i z powrotem. Koszt takiej przyjemności to ok. 75 złotych za osobę.

Na starcie dostajemy latarki i wraz z opiekunem ruszamy asfaltową drogą pod górę. Nasza grupa liczy pięć osób. Przewodnik ma 23 trzy lata, dziecko, niedawno rozstał się z żoną. Jest też wielkim fanem piłki nożnej. „Lucas Piszczek” – zwraca się do mnie. „Legia Warsaw, you draw against Real 3:3. How much was with Dortmund, 0:7”? – widać, że wyczyny Legii w Lidze Mistrzów dotarły też na Bali.

W połowie drogi szlak schodzi z asfaltu i zaczyna się stroma wspinaczka po skałach wulkanicznych. Podłoże kiepsko widać, mimo że noc jest dość jasna. Dwa dni temu była pełnia. Ślizgamy się w pyle wulkanicznym. Doganiamy kolejne grupy. W pewnym momencie robi się tłoczno. Niektórzy turyści mają na nogach trampki, które zupełnie nie nadają się do wspinaczki. Cóż, klient płaci, to trzeba go wprowadzić na górę.

Wschód słońca z widokiem na wulkan Agung

Nasza grupa jest dość sprawna i w około półtorej godziny od opuszczenia parkingu zdobywamy szczyt. Mamy jeszcze dwadzieścia minut do wschodu słońca. Stopniowo na górze pojawia się coraz więcej osób, ale udaje nam się zająć dobrą pozycję z widokiem na wulkan Agung. Ten sam, który w listopadzie i grudniu zeszłego roku napędził nam stracha. Śledziliśmy doniesienia z Bali i zastanawialiśmy się, czy uda nam się w ogóle tam dotrzeć. Teraz się jednak uspokoił i dostojnie góruje nad okolicą.

Zwiedzanie Bali; Agung, Mount Batur
Wschód słońca i wulkan Agung.
Zwiedzanie Bali; Agung, Mount Batur
W końcu podróż poślubna i romantyczność.
Zwiedzanie Bali; Agung, Mount Batur
Z naszym przewodnikiem. W tle kaldera uformowana podczas erupcji 29 300 lat temu.

Niezapomniany widok i z pewnością atrakcja warta swojej ceny. Na górze było dość chłodno, więc gdybyście chcieli się wybrać na podobną wycieczkę, to zabierzcie ze sobą kurtkę i pamiętajcie o dobrym obuwiu.

Zwiedzanie Bali –  wodospady Sekumpul

Zwiedzanie Bali jest najłatwiejsze, gdy wynajmiemy kierowcę. Wtedy on dowozi nas we wszystkie miejsca, płaci za parkingi, dba o nasze bezpieczeństwo, czasem pomaga coś załatwić. Podczas trekingu na Mt Batur poznaliśmy Hiszpana Roberto, który spytał nas, czy nie chcemy razem z nim wynająć samochodu i zobaczyć wodospadów w północnej części wyspy. Długo się nie zastanawialiśmy. Dzień po wizycie na wulkanie ruszyliśmy na koleją wycieczkę.

Wcześniej spędziliśmy pół godziny w agencji turystycznej negocjując cenę i trasę zaplanowanej przez nas wyprawy. O 8:30 spotkaliśmy się z kierowcą i ruszyliśmy w kierunku wodospadów w wiosce Sekumpul.

Droga zajęła nam ponad dwie godziny. Na Bali nie ma autostrad, większość trasy przebiega przez miasteczka i wioski, ciągły ruch skuterów nie pozwala na szybką jazdę. W dodatku do wodospadów trzeba wjechać mocno w górę, gdzie kręta, wąska ścieżka zmusza do jazdy 20km/h. Widoki są jednak imponujące.

Sekumpul czy Lemukih?

I teraz ciekawa sytuacja, która dobrze obrazuje wspomnianą na początku tekstu sprzedaż usług. Na drodze do wodospadów przejeżdżających autem czy skuterem turystów zaczepiają mieszkańcy wioski, którzy oferują swoje usługi przewodnickie. Cena zmniejsza się wraz ze zbliżeniem się do parkingu. Na parkingu od razu zajmuje się nami lokalny ekspert. Żąda 100 000 rupii za osobę i pokazuje oficjalne bilety, które sam sobie wydrukował. Nasz kierowca już wcześniej powiedział nam, że spokojnie zejdziemy na dół bez przewodnika, zaś wstęp kosztuje 20 000 rupii (5 złotych).

Schodzimy spokojnie do kasy. Droga jest stroma i przede wszystkim śliska. W kasie kupujemy bilety i długimi schodami kierujemy się na dół. Często przystajemy, bo widok jest zdumiewające.

Zwiedzanie Bali, Sekumpul waterfalls
Chyba widok z samej góry robił największe wrażenie.
Zwiedzanie Bali, Sekumpul waterfalls
Podróż poślubna jak z obrazka.
Zwiedzanie Bali, Sekumpul waterfalls
Wodospady Sekumpul

Bryza wodna zalewa aparat, kompletnie moczy też nasze ubrania. Brodzimy w wodzie, przemieszczamy się pomiędzy kolejnymi wodospadami. Cały kompleks liczy ich chyba siedem.

Aby dostać się do położonego nieopodal wodospadu Fiji trzeba ponownie zapłacić za bilet. Dlaczego? Wioski Sekumpul oraz Lemukih rywalizują ze sobą o wpływy z otaczającego ich świata. Jedni uważają, że wodospady należą do nich, drudzy są innego zdania. „Gdybyście przyszli ze strony naszej wioski, to płacilibyście tylko raz. Oni w Sekumpul nie mają nic, tylko parking i kasę biorą. Wszystkie wodospady są nasze. I bierzemy taniej, tylko 15 000. Nawet trasę zrobiliśmy”. Faktycznie, dojście do wodospadu Fiji jest nieco trudniejsze i trzeba dwa razy przekroczyć rwący potok. Mam w tym wprawę, więc spokojnie przechodzimy.

Zwiedzanie Bali, Fiji waterfall
W tle wodospad Fiji. Trochę zasłoniłem.

Wodospady robią na nas ogromne wrażenie. Warto było wyjechać daleko poza Ubud i wspinać się po stromej ścieżce. Jest tu zaskakująco mało turystów. Wytłumaczył nam to pracownik agencji turystycznej. „Nie lubię organizować tam wycieczek. Kłócą się o te wodospady, płacić trzeba, a jest parę mniejszych wodospadów bliżej Ubudu. Ale skoro się uparliście, to jedźcie tam”. Pojechaliśmy i nie żałujemy.

Zwiedzanie Bali: tarasy ryżowe Jatiluwih

W pierwszej wersji nasz plan wycieczki zakładał jeszcze zobaczenie innych wodospadów, ale po prawie trzech godzinach byliśmy usatysfakcjonowani. Największe i najbardziej malownicze Sekumpul i Fiji zdobyte, więc uruchomiliśmy drugi główny punkt wycieczki, czyli znajdujące się na światowej liście dziedzictwa UNESCO tarasy ryżowe Jatiluwih.

Zwiedzanie Bali: Jatiluwih
Tarasy ryżowe.

Tym razem jest jasne, komu trzeba zapłacić. Nasz samochód dwukrotnie zatrzymuje się przy bramkach. Jeden bilet to koszt 40 000 rupii (niecałe 10 złotych). Kilkaset metrów dalej kolejne stanowisko: tym razem sprawdzanie biletów.

Przyznajemy, że nie spodziewaliśmy się, że to miejsce jest tak piękne. Zielone pola ryżowe, w tle górskie szczyty, a do tego kilka wyznaczonych szlaków pieszych. Przeszliśmy chyba pięć kilometrów rozmaitymi ścieżkami. Obserwowaliśmy pracujących ludzi oraz systemy nawadniania. A przecież wydzielony dla turystów obszar, to tylko fragment całej uprawy.

Zwiedzanie Bali: Jatiluwih
Patrycja krokiem spacerowym pokonuje kolejne metry.

Zwiedzanie Bali: Jatiluwih Zwiedzanie Bali: Jatiluwih

Zwiedzanie Bali: Ubud, Monkey Forest

Lubimy małpy i będziemy wybierali się wszędzie tam, gdzie można je spotkać. Obserwowanie tych zwierzaków wciąga i bardzo ciężko jest oderwać od nich wzrok. W Monkey Forest w Ubudzie mieszka około 700 małp. Poza tym jest to całkiem spora dżungla, w której znajduje się kilka świątyń. Kilka godzin spacerowaliśmy i gapiliśmy się na makaki, które nie pozostawały nam dłużne. Małpy kilka razy wskakiwały na Patrycję, widać ciągnie swój do swego.

Monkey forest Ubud, Zwiedzanie Bali
Małpa je banana. Książkowo.
Monkey forest Ubud, Zwiedzanie Bali
Main Temple

Monkey forest Ubud, Zwiedzanie Bali Monkey forest Ubud, Zwiedzanie Bali

Zwiedzanie Bali, Ubud
Małpa wsadziła rękę do kieszeni i wyciągnęła telefon.
Zwiedzanie Bali, Monkey Forest
Smakosz.

Zwiedzanie Bali: świątynie

Podczas spacerów po Ubudzie i okolicach zachodziliśmy do świątyń. Spacer do Goa Gajah był bardzo męczący, bo przy drodze nie było chodnika, zaś cztery kilometry uciekania przed skuterami i samochodami, to nie jest przyjemność. Świątyni Saraswati znajduje się z kolei przy głównej ulicy, więc łatwo tam trafić (choć jest schowana przy parkingu Starbucks’a).

Świątynie nie zrobiły na nas wielkiego wrażenia. Musimy się jednak przyznać, że słabo znamy religię hinduistyczną i wiele detali z pewnością nie było dla nas zrozumiałych.

Elephant Cave, Goa Gajah
Świątynia Goa Gajah: jaskinia słonia
Zwiedzanie Bali: Goa Gajah
Oli w sarongu.
Zwiedzanie Bali, Goa Gajah
Goa Gajah
Sarsawati Temple, Ubud
Świątynia Saraswati

Zwiedzanie Bali: tydzień

W Australii przyzwyczailiśmy się do tego, że wiele pięknych rzeczy pojawiało się nagle obok nas, całkiem niespodziewanie. Na Bali chyba nic nie dzieje się tak po prostu. We wszystkim starają się pomóc kierowcy, taksówkarze, agencje turystyczne. Postanowiliśmy zaakceptować ich zasady gry i uczestniczyć w teatrze negocjacji, targowania się. Czasem braliśmy sprawy w swoje ręce, ale we wszystkim tak naprawdę byliśmy zależni od lokalnych układów i ustaleń. Szansą na usamodzielnienie się jest wynajęcie skutera, ale my byliśmy na to zbyt mało odważni. Brawura jazdy lokalnej społeczności nas przerażała.  Zostawiliśmy na Bali sporo pieniędzy, ale zabraliśmy ze sobą piękne wspomnienia. Ruszyliśmy na wyspę Lombok, która już po pierwszych dniach jawi się zupełnie inaczej.

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
filpacchicku Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
chicku
Gość

Hej 🙂 Muszę się sprzeciwić co do kwestii, że trampki nie nadają się do wspinaczki. Pół mojego życia chodziłem po górach zawsze w trampkach i zupełnie nie miałem ztego powodu żadengo dyskomfortu, przeciwnie – w tych butach było mi najlepiej ze wszystkich, które miałem 🙂 jakiś czas później chodziłem w glanach (nie wiem dlaczego myślałem, że to dobre buty na takie wypady). W kazdym razie trampki były dużo lepsze do tego typu zastosowań.

filpac
Gość
filpac

Jest gdzieś świat… Wodospady lepsze nawet niż w Bośni!