Australia autostopem – z Kiamy do Melbourne

Pomysł, aby przejechać Australię autostopem kiełkował w naszych głowach od momentu zakupienia biletów. Transport jest tutaj bardzo drogi, połączeń autobusowych czy kolejowych jest mało. Sporo osób podróżuje po kraju samochodami czy kamperami. Przez ostatni tydzień jechaliśmy z dziewiętnastoma różnymi kierowcami.

Australia autostopem –  pierwszy autostop złapał nas sam

Z Sydney pojechaliśmy pociągiem do Kiamy. Z dwóch powodów. Jest tam bardzo ładna linia brzegowa i ciekawostka w postaci dziury w skale, z której na sporą wysokość tryska woda, kiedy tylko fale są wystarczająco mocne.  Druga przyczyna była bardziej prozaiczna, udało się tam umówić nocleg na Couchsurfingu.

Couchsurfing, to portal społecznościowy, na którym można znaleźć miejsce do spania (czyli tytułową kanapę) oraz poznać innych podróżników. Korzystałem z tej możliwości już wiele lat temu, teraz zaś odświeżyłem swoje konto. W Kiamie poznaliśmy Jill i Kena, z którymi łączyło mnie to, że również pielgrzymowali szlakiem św. Jakuba. To u nich spędziliśmy dwie noce. Wieczory upływały na rozmowach o historii Polski oraz Australii. Gospodarze w tym roku wybierają się do naszego kraju i mieli wiele pytań.

Wybraliśmy się też na spacer po wybrzeżu. Po przejściu 7 kilometrów klifem doszliśmy do Werri Beach. Gdy zastanawialiśmy się, w jaki sposób wrócimy, to spotkany na plaży mężczyzna zaoferował, że podwiezie nas na stację kolejową w Gerringong. Trochę zrobiło się nam głupio, że wcześniej nabijaliśmy się z jego szczekającego na ocean jamnika.

Werri Beach
Z wyszydzanym jamnikiem 🙂

Stamtąd wróciliśmy pociągiem do Kiamy. Skoro jednak kierowcy sami tutaj oferują swoje usługi, to wiedzieliśmy, że projekt Australia autostopem może wypalić.

Australia autostopem – Poland czy Holland?

Jill podrzuciła nas na wylotówkę i rozpoczęliśmy prawdziwe stopowanie. Po paru minutach z przeciwnej strony podjechał do nas samochód. „Minęliśmy was, ale postanowiliśmy po was wrócić”. Po drodze klasyczna rozmowa, która będzie powtarzała się jeszcze wiele razy. Skąd jesteśmy, gdzie jedziemy, to niebezpieczne, widzieliśmy już jakieś zwierzęta, czy plecaki ciężkie, powodzenia, do widzenia, uważajcie na siebie. Autostopowy small talk, który tylko czasem przeradza się w dłuższą rozmowę.

Australia autostopem – o drogach w Australii

Australia autostopem
Princess Highway

W Australii nie ma zbyt wielu autostrad. Większe drogi nazywają się Highway, ale to najczęściej jedno lub dwupasmówki. To bardzo ułatwia stopowanie. Czasem jednak trzeba wyjść z miasta, aby zwiększyć swoje szanse. Gdy uginając się pod ciężarem plecaków wydobywaliśmy się z niewielkiego miasteczka, to zatrzymał się obok nas autobus. „Wskakujcie, podrzucę Was do autostrady, to 12 kilometrów” – „Za ile?” – „Za darmo. W 75 roku byłem w Polsce. Podróżowałem przez całą Europę. Kupiłem bilet na pociąg i jeździłem. Wiele też stopowałem” – mówi kierowca. Dowozi nas też do innego typu autostrady – Freeway, to droga szybkiego ruchu, która dodatkowo nie przejeżdża przez miasteczka. Poboczem docieramy do stacji benzynowej, z której zgarnia nas kierowca tira. Z nim dojeżdżamy do Canberry.

Australia autostopem – stopem przez stolicę

Canberra nas rozczarowała. Miasto, które zaplanowano i zbudowano tak, aby pełniło funkcję stolicy państwa. Szerokie, wyludnione ulice, wszystko jeszcze w powijakach. Jedynie dzielnica Dickson, głównie z powodu swojej nazwy, bardzo mi bliskiej, częściowo rekompensowała zawód związany z Canberrą. Szkoda nam było pieniędzy na autobus dojeżdżający na wylotówkę, więc stanęliśmy z tabliczką Cooma (nasz następny cel) tuż obok naszego hostelu. Po półtorej godziny niepowodzeń, gdy już planowaliśmy odżałować 4,9/ os na busa zatrzymał się samochód. „Podrzucę was do Hume, to na autostradzie, stamtąd prosta droga do Coomy”. Sukces! Czyli w mieście również można złapać stopa.

Australia autostopem – „Kościuszko. Sounds polish to me”

Do Coomy jechaliśmy tylko dlatego, że to miasteczko u podnóży Gór Śnieżnych, których największym szczytem jest Góra Kościuszki. Jest to też najwyższa góra całej Australii. Chcieliśmy się na nią wspiąć. Wszyscy kierowcy pytali, gdzie się wybieramy. Nie byłem w stanie nauczyć się  australijskiej wymowy nazwiska polskiego patrona szczytu, więc odpowiadałem Kościuszko Mountain i tłumaczyłem, że to był Polak. Raz nie zdążyłem. „Kościuszko. sounds polish to me. Kiedyś mówiłem trochę po polsku. Teraz niewiele pamiętam” – powiedział Bohdan. Ukrainiec polskiego pochodzenia, który, choć urodził się w Polsce, to wychowywał się już w Australii. Sporą część swojego życia podróżował. Teraz ma już prawie 70 lat.

„Zabiorę was na kemping. W Thredbo i tak nie ma nic ciekawego. Taki kurort zimowy” – zaordynował Bohdan. I nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć. Po drodze pomylił drogę, wydawał się mocno zagubiony. Zaufaliśmy mu i byliśmy zachwyceni. Rozbiliśmy namiot tuż nad Thredbo River, parę kilometrów od miejsca, w którym rozpoczyna się szlak na Górę Kościuszki. Bohdan rano zawiózł nas na jego początek. Poranek rozpoczął słowami: „Zapraszam na kawę i ciastko! Did I say it correct?” – „More than correct” – odparłem zadowolony.

Góra Kościuszki, kemping
W base camp Therbro river przed atakiem szczytowym

Góra Kościuszki

Szczyt zdobyliśmy bez większych problemów. Początkowe podejście jest dość strome i w większości składa się ze schodów, dość wysokich i niewygodnych. Gdy już doszliśmy do końcowej stacji wyciągu krzesełkowego, którym znaczna większość turystów dociera pod szczyt, to pozostał powolny marsz w górę po szlaku wyłożonym metalowymi płytami. Spacer. Dość powiedzieć, że schodami (a inni kolejką) zrobiliśmy 600 metrów przewyższenia na 5 km. Następnie na 6 kilometrach pozostaje raptem 300 metrów.

Australia autostopem
Zdobywcy Góry Kościuszki

Gdy po godzinie 17 zeszliśmy do Thredbo, to znaleźliśmy się w wymarłej wiosce. Sklepy pozamykane, niemal żadnych osób na ulicach. No to jeszcze 8 km na kemping przed nami – pomyśleliśmy. Szybko się jednak okazało, że projekt Australia autostopem trwa w najlepsze. Klimatyzowanym jeepem podjechaliśmy niemal pod nasz namiot.

Australia autostopem – co jedzą autostopowicze?

Gdy Bohdan dowiedział się, że jesteśmy wegetarianami, podróżujemy stopem i żywimy się głównie masłem orzechowym, chlebem i kuskusem, to złapał się za głowę. „Jestem lekarzem. Musicie jeść dużo witamin. Zwłaszcza przy aktywnym trybie życia. Jutro zabieram was na porządne śniadanie”. Dwa razy nie musiał nas namawiać. Rano szybko się spakowaliśmy i ruszyliśmy do Jindobyne. Bohdan zaczął pytać lokalnych mieszkańców, gdzie serwują najlepsze w mieście sałatki na śniadanie. Po chwili lądujemy w gwarnej knajpce. Zamawiamy po ogromnej sałatce z jajkami, serami, pieczoną dynią, szpinakiem, grzybami.

Australia autostopem – pierwszy przyjaciel?

Podczas śniadania znów rozmawiamy. Autostop to w większości krótkie, urywane rozmowy. Z Bohdanem niemal się zaprzyjaźniliśmy. Przez te dwa dni na kempingu przegadaliśmy kilka godzin. O jego podróżach, o moim Camino, o wegetarianizmie, różnicach między gospodarką Chin i Indii, Jarosławie Kaczyńskim, opozycji w Polsce oraz Katyniu. Bohdan stracił w Katyniu dwóch wujków. „Nienawidziłem Rosjan. I bardzo mi to przeszkadzało. Postanowiłem ich lepiej poznać. Wyjechałem do Rosji, gdzie wynająłem klinikę i przez pół roku leczyłem ludzi. Tak chciałem odpracować moją nienawiść. Moskwicz, jaki to był zły samochód…”

Australia autostopem
Z Bohdanem

Na pożegnanie zostawiamy Bohdanowi dane kontaktowe i zapraszamy do Polski. „Byłem tam wiele lat temu z rodzicami. Pojechałem na Jasną Górę. Matka Boska Częstochowska [te słowa wypowiada po polsku]. Ale ten obraz ma moc. Czułem to. Ja czuję takie rzeczy”.

Australia autostopem – 700 kilometrów do Melbourne

Australia autostopem, Melbourne
Melbourne coraz bliżej

Z Jindobyne do Melborune jest około 700 kilometrów. Droga zajęła nam półtora dnia. Noc spędziliśmy na darmowym kempingu, gdzie toalety strzegły potężne pająki – huntsmen spider. Jedne z większych na świecie, na szczęście niegroźne.

Parę godzin wcześniej utknęliśmy w raju. Miejscowość Eden zatrzymała nas na 3 godziny. Nasz najdłuższy postój. Gdy około 19, już nieco bezradni, sprawdzaliśmy opcje noclegowe zatrzymał się samochód. „Odłóż mój balkonik do bagażnika i zapnijcie pasy. Prowadzę odważnie” – powiedział 90letni kierowca. I nie kłamał. Gdy wysadzał nas na kempingu dodał „Udanego miesiąca miodowego. I gdy będzie pierwsze dziecko, wyślijcie mi zdjęcie”, po chwili ruszył zostawiając za sobą kurz.

Australia autostopem – klątwa kamperów

Trasa z Eden do Melbourne prowadzi przez Princess Highway, dawną drogę Sydney – Melbourne, która obecnie jest używana głównie przez podróżujące wzdłuż wybrzeża rodziny. Ich kampery i auta z przyczepą kempingową z reguły mijały nas z dużą prędkością. Po którymś niepowodzeniu powiedziałem sfrustrowany, że rzucam klątwę na bogatych kierowców z własnymi łódkami na naczepach.

I właśnie kierowca kampera przewiózł nas ponad 250 kilometrów. Wcześniej podrzuciła nas charyzmatyczna kobieta, która podróżowała ze swoim niepełnosprawnym synem. „Jedziemy do miasteczka, bo od czterech miesięcy nie mam wody w domu. Popsuła się jakaś rura. Nie mamy telefonu, zasięgu, internetu” – „Czyli prawdziwe życie?” – „Tak. To jest super. Moje córki nie mogą do mnie dzwonić, aby pożyczyć kasę. Kąpiemy się w rzece. Dookoła las, hoduję kukurydzę, pomidory, jabłka. Dziś moje urodziny, więc na prezent postanowiłam wziąć prysznic. Dokupię rurę i wreszcie zreperuję”. Niestety wysadziła nas przy pierwszym zjeździe, więc kilka kilometrów szliśmy, aby dojść do końca miasteczka Orbost.

Australia autostopem
Lake Entrance – kierowca kampera postanowił pokazać nam okolicę

Gdy pokonywaliśmy długi most z naprzeciwka zauważyliśmy idącego do nas mężczyznę. „Czekamy na Was za mostem” – krzyknął. Zaprosił nas do środka. Wracali z przyjaciółmi z wakacji. Kampery, rowery, łódka. Wszystko to, co jawiło nam się jako „bogaci, którzy nie biorą autostopowiczów”. „Nigdy nie biorę autostopowiczów. Ale was widzę już trzeci raz. W Edenie nie mieliśmy miejsca, dziś rano jechałem zbyt szybko. Ale gdy zobaczyłem ten most, was z plecakami, to pomyślałem, że wam pomogę”.

Australia autostopem – szczęście do pogody

„Co was najbardziej zaskoczyło w Australii?” – spytała kobieta, która dowiozła nas do Melbourne. „Pogoda. Nie jest gorąco”. – „To zaskoczyło też mnie. Macie szczęście. Od 30 lat nie pamiętam tak zimnego lata”.

I niech szczęście sprzyja nam dalej. Do Perth jeszcze daleka droga. A jeśli Wam podobał się tekst, to proszę udostępnijcie go dalej. Będzie nam bardzo miło.

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Teraz jestem w podróży poślubnej po Australii i Azji.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Australia autostopem – z Kiamy do Melbourne"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
filpac
Gość

Rewelacja! Najpierw „kto to, kto to, kto to”, potem kawa i ciastko, piękny Łukaszu, ale Bohdan i dziadek z Edenu – genialne historię!