Poradnik dla pielgrzymów: Camino de Santiago z Polski

Poradnik dla pielgrzymów. Przygotowałem odpowiedzi na kolejne pytania, które każdy z pątników zadaje sobie przed wyruszeniem na Camino. Mam nadzieję, że okażą się przydatne. Jeśli frapują Was jakieś kwestie, to zapraszam do zadawania pytań oraz dyskusji. Chętnie podzielę się swoim doświadczeniem.

Jak duża część trasy prowadziła drogami (chodzi mi o asfalt/beton), a jak duża polami/łąkami/drogami nieutwardzonymi? Pytam w kontekście obciążeń kolan/stóp.

Droga prowadziła rozmaitymi rodzajami podłoża. W Polsce szedłem głównie po duktach polnych, poboczami lub po lesie. Asfaltem tylko na odcinku z Dobrzynia nad Wisłą do Kruszwicy, ale tego fragmentu nie pokonywałem szlakiem św. Jakuba.

Poradnik dla pielgrzymów: Czechy i Niemcy

W Czechach asfaltu było bardzo mało. Wynika to z tego, że cały kraj naszych południowych sąsiadów jest pokryty rozbudowaną siatką turystycznych szlaków pieszych, zaś Svatojakubska Cesta biegnie po nich. Droga jest bardzo malownicza, ale często prowadzi górami i wzniesieniami. Nie jest łatwa i czasem dość trudno ją odnaleźć. Szlak w Czechach to również długie, kilkunastokilometrowe odcinki leśne i konieczność karczowania rzadko uczęszczanych polnych dróg.
W Niemczech było o wiele więcej asfaltu. Jakobsweg na bardzo długich odcinkach biegnie ścieżkami rowerowymi. Również wiele polnych dróg (!) jest wyłożonych twardymi płytami. Wygodniej dla samochodów oraz traktorów, ale dla pieszych wędrowców wiąże się to z chodzeniem po asfalcie. Z drugiej strony nie brodziłem wtedy po kostki w błocie. Coś za coś. Podczas mojego Camino długie fragmenty po asfalcie przypadły na czas upałów, co doprowadziło do złapania „przypadłości pielgrzyma”, czyli „asfaltówki”. Moje nogi pokryły bąble i przez dwa dni czułem przez to spory ból. Na szczęście temperatury spadły, a i wkrótce opuściłem Niemcy.

Poradnik dla pielgrzymów: Francja i Hiszpania

We Francji było nieco lepiej. Choć trzeba pamiętać, że wejścia do większych miast, drogi omijające autostradę, to często jednak asfalt. Do tego fragmenty trasy prowadziły wzdłuż Voie Verte. Pamiętam kilka dni, które były trzydziestokilometrowymi, monotonnymi marszami po ścieżce rowerowej. Za Le Puy en Veley, gdy Chemin Saint Jacques de Compostelle stało się GR 65, nieco zmienił się też profil trasy. Znacznie więcej gór, podejść oraz mniej asfaltu. Chyba najpiękniejszy widokowo fragment mojego Camino.
Trasa z Saint Jean Pied de Port do Irun, którą szedłem po GR10, to były piękne górskie szlaki. Zaś hiszpańskie Camino del Norte, wbrew temu, co czytałem na kilku stronach, wcale nie kojarzy mi się z asfaltem. Może dlatego, że byłem tak zadowolony z tego, że tam już dotarłem, że nie zwracałem na to uwagi. Nie wiem. Pamiętam błoto, lasy, plaże, ale już monotonię dróg samochodowych skutecznie wyparłem. Jest kilka wariantów, gdzie można skrócić sobie trasę idąc wzdłuż dróg szybkiego ruchu.
Nadmiarem twardych dróg bym się nie przejmował. Prawie zawsze mogłem zejść na pobocze, które w większości przypadków było ładnie wykoszone. Czasem zaś asfalt był przyjemną odmianą od błota i kałuż.
poradnik dla pielgrzymów
20 kilometrów z Brumath do Strasbourga wiodło ścieżką rowerową.

Czy dużo było odcinków, w trakcie których nie natrafiałeś na żaden sklep/ludzką zabudowę?

Nie było ich dużo, ale się zdarzały. Najdłuższy odcinek bez sklepu czy baru, to było około sto kilometrów we Francji. Zabudowania ludzkie mijałem codziennie. Starałem się spać we wsiach czy niewielkich miasteczkach. Ze sklepami czy barami (gdzie na wsiach również można kupić pieczywo czy podstawowe produkty) jest inny problem. Czasami są one otwarte tylko raz czy dwa razy w tygodniu. W Czechach, Niemczech czy Francji trafiałem na takie miejsca. I niby wiedziałem (z mapy, Internetu, od ludzi), że będę mógł się posilić za 10-15 kilometrów, ale potem się okazywało, że to knajpa wiejska czynna w piątki od 16 do 22. Albo kawiarnia czynna w niedzielne popołudnia, miejsce, które jest takim lokalnym ośrodkiem kultury, przestrzenią spotkań. Lokalsi o tym wiedzieli, dla mnie była to okazja, aby odbić się od drzwi. Żaden poradnik dla pielgrzymów o tym nie wspominał.
Drugi problem, to sjesty. We Francji większość sklepów (i wszystkie markety) są zamykane od 12 do 15 (czasem 13-16 itp.). Zdarzało się, że musiałem czekać 2-3 godziny na ponowne otwarcie. Podobne sytuacje zdarzają się też w Hiszpanii, ale tam wzdłuż szlaku św. Jakuba raczej nie trafiałem na zamknięte bary czy kawiarnie. Nie miałem żadnych problemów ze zdobyciem wody. Pukałem do prywatnych domów i NIGDY nie spotkałem się z odmową napełnienia butelki wodą z kranu. Zdarzało się, że dostawałem wtedy owoce, wodę mineralną albo piwo. Czasem, gdy trafiałem na otwarty bar, to zatrzymywałem się na kawę, dodatkowo napełniałem butelkę, korzystałem z toalety, pytałem, czy mogę zjeść własne jedzenie. Raczej nie było z tym problemów, a zdarzało się, że dostawałem coś „od baru”.

Wodę kupowałeś czy prosiłeś o kranową w napotkanych gospodarstwach? Rozważałeś zabranie ze sobą filtra do wody (są takie małe starczające na około 1000 litrów)?

Wodę kupowałem jedynie w Polsce, zanim nabrałem śmiałości do proszenia o pomoc. Później, szczególnie podczas upałów inwestowałem w wodę wysokomineralizowaną. Kupowałem też magnez w tabletkach albo multiwitaminę, aby woda miała smak i coś w organizmie zostało. Zabrania filtra nie rozważałem, uznałem (i się to sprawdziło), że będę mógł uzyskać pitną wodę od ludzi, z barów czy na stacjach benzynowych.
We Francji woda pitna jest też na każdym cmentarzu. Ujęcia wody znajdowałem też przy niemieckich i francuskich kościołach (niewielkie krany). Zdarzyło mi się z dwa razy napić się wody z fontanny, gdy już nie miałem siły iść dalej, ale miałem szczęście i żadne problemy z żołądkiem się nie pojawiły. W kwestii filtrów mogę polecić teksty Łukasza Supergana, który jak zawsze podszedł do sprawy metodycznie. Dokładnie opisał kwestie pozyskiwania wody na wyprawie oraz przeprowadził test trzech filtrów. Ja na tych kwestiach znam się słabo, więc odsyłam do specjalisty.
poradnik dla pielgrzymów
Ujęcie wody we Francji.

Czy zdarzało Ci się myć w jeziorach/rzekach czy ze względu na higienę unikałeś tego?

Zdarzyło się, ale ledwie parę razy. Na przykład w uroczym jeziorze w Wylatowie. Pamiętam, że kąpałem się też w rzece gdzieś w czeskich górach. I oczywiście pływałem sobie w oceanie. Zazwyczaj nie unikam kąpieli w rzekach czy jeziorach, ale zdarzało się to podczas Camino sporadycznie. Kilka razy nabierałem sobie wody z kranu i brałem kąpiel w butelce. Poza tym na plebaniach miałem dostęp do umywalki, gdy już kilka dni byłem bez prysznica, to szedłem na pole namiotowe i starałem się wynegocjować dobrą cenę za nocleg pod chmurką połączony z korzystaniem z infrastruktury.

Jak radzisz sobie z noclegiem w namiocie po deszczowej nocy – wycierasz go jakąś szmatką i czekasz aż podeschnie?

Tutaj nie pomoże żaden poradnik dla pielgrzymów, potrzebne jest nieco doświadczenia. Staram się, aby nie transportować mokrego namiotu dłużej niż kilka godzin. Jeśli rano namiot jest wilgotny, ale świeci słońce, to rozwieszam go na płocie, krzakach, drzewie, ogólnie gdzie się da i czekam aż przeschnie. W tym czasie myję się, jem śniadanie, szykuję do wyjścia. Jeśli rano pada, to zwijam mokry namiot, wrzucam do pokrowca i po prostu idę dalej. Wtedy staram się suszyć namiot na postojach pod wiatami itp. Zdarzyło mi się, gdy padało kilka dni z rzędu, że poszedłem w Czechach do hoteliku i tam robiłem wielkie suszenie całego sprzętu. Gdy już porzuciłem namiot i spałem na trawnikach, to zdarzało się, że zamakał śpiwór. Wtedy troczyłem go z zewnątrz do plecaka i suszył się sam podczas marszu. Oczywiście, jeśli nie padało.
poradnik dla pielgrzymów
Suszenie ubrań na Via Podiensis.
Poradnik dla pielgrzymów, kolejne teksty:

Autor Oli

W 2015 dotarłem do Santiago de Compostela wyruszając z Polski. Podczas dziewięciomiesięcznej podroży poślubnej odwiedziłem Australię oraz sporą część Azji! Mieszkam w Warszawie, czytam książki, piszę bloga i opowiadam o podróżach.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o